Zmieniam ten newsletter

Cześć,

Do tej pory w każdym mailu wysyłałem Ci pełną wersję długich tekstów. W tym tygodniu postanowiłem jednak napisać prawdziwy newsletter. To nie znaczy, że nie będzie tekstu.

Każdego tygodnia wciąż będzie się pojawiać nowy „rozdział” (długi tekst będący efektem moich walk i poszukiwań). W mailu będzie tylko link to tego tekstu (z krótkim streszczeniem).

Co o tym myślisz? Jeżeli wolisz, mogę wciąż, oprócz takich wiadomości, jak ta, wysyłać Ci także dłuższe teksty (dwie wiadomości tygodniowo). Jeżeli wolisz takie rozwiązanie, proszę o sygnał.

Skąd ta zmiana? Mam poczucie, że za bardzo skupiłem się na pisaniu książki. Pisanie kolejnych rozdziałów każdego tygodnia pożerało mi niemal całą energię. Po napisaniu kolejnego „rozdziału” czułem się, jakbym dopłynął resztką sił na drugi brzeg rzeki pełnej piranii. Byłem jedynie w stanie kliknąć „wyślij”.

Patrząc na to z boku, mam wrażenie, że po pierwsze to nieco nudne i zbyt abstrakcyjne, a po drugie, brakuje w tym wszystkim jakiegoś rodzaju relacji, spotkania Ja – Ty.

Na stronie Energia Twórcza rozdzieliłem te dwie rzeczy: teksty są w zakładce ROZDZIAŁY (https://energiatworcza.pl/rozdzialy/) a takie wiadomości jak ta, w listy w LISTY (https://energiatworcza.pl/listy/).

1. Rozdział na ten tydzień 

W tym tygodniu wciąż zajmujemy się uwagą. Tekst, który publikuję (Jak szybko się nie znudzić – twórcze skupienie uwagi) początkowo był częścią poprzedniego. Ponieważ jednak dotyczy innego aspektu, oddzieliłem go. Główna myśl jest taka:

Geniusz to ktoś, kto potrafi przez długi czas skupić uwagę na jednej rzeczy. Gdybyśmy mieli możliwość przyjrzenia się pracy tych największych, prawdopodobnie zaskoczyłaby nas konsekwencja ich pracy. Genialny aktor, w odróżnieniu od kiepskiego, potrafi przygotowywać się przez cały dzień do roli, którą gra po raz dwusetny; genialny pisarz potrafi poprawiać swój tekst po raz pięćdziesiąty; genialny terapeuta słuchać z uwagą kolejnych, wydawałoby się, powtarzających się opowieści. Czy ich to nie nudzi?

Uwaga geniusza nie jest wpatrywaniem się w to samo miejsce. Geniusz nie jest jak sroka wpatrująca się w kość.

Uwaga geniusza jest tak skupiona dlatego, że wciąż widzi coś nowego. Geniusz nie dlatego tak intensywnie się czymś zajmuje, bo potrafi sobie powiedzieć „Nie ruszaj się i patrz! Skup się na tym!”. Wręcz przeciwnie. Jego uwaga dowolna jest zazwyczaj bardzo słaba (czego dowodem jest zapominanie o terminach i zaległości we wszystkich małoważnych zajęciach). Geniusz korzysta z uwagi mimowolnej – tej, która mówi „Nie mogę na to przestać patrzeć!”.

Dlaczego nie mogę? Bo to się zmienia, przekształca, rozrasta. A robi to dlatego, że geniusz ma  sobie ogromną ciekawość.

Jeżeli brakuje ci takiej uwagi, jeżeli wciąż musisz sobie mówić „Skup się!” to naucz się stymulować swoją uwagę mimowolną. Jak? Zadawaj sobie pytania, patrz z różnych stron, przyjmuj różne perspektywy, porównuj, dostrzegaj zmiany, odkrywaj to, co nowe itp.

Cały tekst jest pod tym adresem: https://energiatworcza.pl/jak-szybko-sie-nie-znudzic-tworcze-skupienie-uwagi/

2. Przeczytałem: „Pod kołami” Hermanna Hesse

Przeczytałem krótką powieść (w zasadzie opowiadanie) „Pod kołami”. Hermann Hesse zaczął swoją twórczość od wierszy. Te jednak przeszły bez większego echa. W 1904 roku wydał powieść „Peter Camenzind”. Dwa lata później wyszło „Pod kołami”. Podobnie jak w pierwszej powieści wiele w niej jest odniesień do rzeczywistych doświadczeń Hessego. Spora część dzieje się na przykład w seminarium ewangelickim, do którego uczęszczał Hesse.

Tę książkę często traktuje się jako krytykę systemu edukacji. Na pewno słusznie. Gnojenie zdolnych uczniów, pobudzanie pustej ambicji, przeciążanie nauką, bezsensowna rywalizacja, pozerstwo, nacisk na odtwórczość i posłuszeństwo, niechęć do twórczych uczniów – sporo tego znam z własnego doświadczenia, a gdy się dobrze rozejrzę, także wielu obecnych uczniów.

Myślę jednak, że to nie tylko krytyka systemy edukacji. Dwie rzeczy mnie w tej książce uderzyły.

Po pierwsze pustka pomiędzy ludźmi. Samotność. Nieumiejętność dzielenie się swoim wnętrzem. Ludzie nie umieją w tej książce ze sobą rozmawiać. Niektórzy nie mają najmniejszej ochoty, inni bardzo chcą, ale im to nie wychodzi. Miotają się, przemawiają do siebie, odbywają jakiegoś rodzaju tańce godowe, wywierają na siebie wrażenie, ale wciąż są przeraźliwie samotni.

Po drugie interesowność całego systemu zachęt do rozwoju. Czasem lepiej dostać po uszach niż być chwalonym i wspieranym. Wiele zachęt pochodzi od tych, którzy chcą w jakiś sposób na tobie skorzystać (poczuć dumę, podpisać, wykazać się). Pompują twoją ambicję, „pomagają ci w rozwoju”, dopingują, motywują – a potem dziwią się, że człowiek nie daje rady i wpada pod koła. Czasem trudniej sobie poradzić z tymi, którzy w ciebie wierzą, niż z tymi, którzy się z ciebie śmieją.

Choć to była trudna lektura (bo książka dołuje), warto było ją przeczytać.

3. Narzędzia: Metoda nauki języków „Comprehensible Input” i doskonały bezpłatny kurs hebrajskiego

Pod wpływem lektury „Pod kołami” wrócił dawny pomysł, by nauczyć się podstaw biblijnego hebrajskiego. Wpisałem do przeglądarki hasło „bezpłatne kursy hebrajskiego online”. Wśród wielu znalazłem coś fascynującego: https://freehebrew.hismagnificence.com/  – kurs zrobiony z użyciem metodologii „comprehensible input”.

Ta metodologia, w skrócie mówiąc, polega na naśladowaniu naturalnego procesu nabywania języka przez dzieci. Dzieci nie uczą się najpierw gramatyki, reguł, liter i tysiąca innych rzeczy, którymi katują nas nauczyciele. A i tak opanowują język lepiej i szybciej. To mit, że dzieje się tak dlatego, że mają tyle lat i le mają. Spora część różnicy polega na podejściu.

Jeżeli interesuje cię nauka języka, oto kilka nagrań na jej temat

Stephen Krashen on Language Acquisition (twórca metody, stare nagranie);

How to acquire any language not learn it! (godzinne nagranie prezentujące filozofię);

How to Language Exchange! (przykład lekcji).

By zobaczyć, na czym to mniej więcej polega, warto sprawdzić przynajmniej początek kursu hebrajskiego. Więcej niż pewne, że po 15 minutach bez problemu nauczysz się co najmniej kilku nowych słówek (już wiem, jak jest owca, koza, koń i kilka innych zwierząt ;-).

4. Zakupy: Praca aktora nad sobą

Wysupłałem prawie stówkę i kupiłem (póki mają) nowe tłumaczenie „Pracy aktora nad sobą” Konstantina Stanisławskiego (http://www.ast.krakow.pl/ksiazka/praca-aktora-nad-soba-wydanie-dwutomowe-nowy%20nak%C5%82ad). Nie dlatego, że chcę zostać aktorem (choć fajnie byłoby dołączyć do jakiegoś amatorskiego teatru), ale dlatego, że fascynuje mnie sposób pracy z uwagą w tym systemie. Jestem przekonany, że byłby on niezmiernie cenny także na dla ludzi występujących publicznie (trenerów, liderów, prezenterów, mówców). Chciałbym przysposobić System Stanisławskiego do ich potrzeby.

Dopiero zajrzałem do pierwszego tomu (w sumie to prawie 1200 stron). Czyta się świetnie. Książka ma formę opowieści napisanej z perspektywy młodego aktora biorącego udział w zajęciach prowadzonych przez alter ego Stanisławskiego –Tworcowa (po polsku moglibyśmy powiedzieć Twórczyńskiego).

5. Szybki cytat

Abraham J. Heschel: „Uczymy dzieci, jak mierzyć i jak ważyć, ale zaniedbujemy nauczanie tego, jak podziwiać i jak doświadczać cudowności. Odczuwanie wzniosłości, znak ukrytej wielkości ludzkiej duszy i coś, co potencjalnie istnieje w każdym człowieku, to dziś rzadki dar. Lecz bez niego świat staje się płaski, a dusza ludzka pusta

Kiedy ostatni raz podziwiałem świat i doświadczałem jego cudowności? Wczoraj na wieczornym spacerze. Wciąż kwitnący kasztanowiec nad niewielką rzeką, na tle wciąż ciemnoniebieskiego nieba. Świat nie jest po to, by go wykorzystywać, albo nim rządzić, spora jego część jest tylko po to, by go podziwiać.

6.  Słucham w tym momencie

Parę dni temu wyszła kolejna płyta Larsa Danielssona, szwedzkiego kontrabasisty. Lars na swoje stronie internetowej (https://lars-danielsson.com/) ma hasło „Our lives create poems” (Nasze życia tworzą wiersze). Podoba mi się. Lars gra nordycki jazz: brzmienia smętne, przestrzenne, poruszające. Słucham go od dawana (moja lista na sptify, której wiele razy używałem jako tła do pracy). Nowa płyta nosi tytuł Cloudland. Przesłuchałem ją 10 razy. Nadaje się do pracy (jeżeli lubisz lekki jazz), ale nie nadaje się jako tło do obiadu.

Zostaw komentarz