Zmiany, nieświadomość i druga połowa roku

Jestem Ci bardzo wdzięczny za to, że mogę Ci wysyłać wiadomości. Przez ostatnie tygodnie, to była i jest duża radość. Mam nadzieję, że znajdziesz coś przydatnego w dzisiejszym newsletterze.

1. Zmiany

Zanim jednak zaczniemy, kilka słów na temat zmian, o których wspominałem tydzień temu.

Gdy zaczynałem ten projekt, spisałem (i wysłałem do siebie mailem w przyszłość) trzy hipotezy.

Hipoteza 1: Uda mi się zebrać początkową grupę entuzjastów, do których będę mógł wysyłać płatne treści.

Hipoteza 2: Jestem w stanie regularnie, co tydzień tworzyć i wysyłać nowe teksty.

Hipoteza 3: Grupa odbiorców płatnego newslettera będzie się stopniowo poszerzać.

Dwie pierwsze hipotezy zostały zweryfikowane pozytywnie. Hipoteza numer 3, niestety nie. Od kilku tygodni liczba osób odbierających ten newsletter się nie zmienia. Pod kątem rozmiaru publiczności newsletter się nie rozwija.

Dlaczego? Myślę, że hipotez może być kilka, ale dwie z nich postanowiłem sprawdzić. Po pierwsze formuła płatnego newslettera. To pomysł bardzo modny i popularny. Problem jednak taki, że jest bardzo, powiedzmy amerykański. Wciąż łapię się na tego typu pomysły marketingowe z drugiej półkuli i wciąż się przekonuję, że je trzeba brać z ogromnym, jak tam mówią, „grain of salt”.

Koniec płatnej subskrypcji

Podjąłem decyzję, by zrezygnować z opłat. To nie znaczy, że uwolnię wszystko. Kolejne „Rozdziały” i książka, która w ten sposób powstaje (już prawie na ukończeniu), będzie dostępna tylko dla płatnych subskrybentów (tzn. że w Twoim przypadku jest już opłacona, zostaje tylko dostawa). Książkę planuję zamknąć w okolicy połowy lipca, ale już w pierwszym tygodniu odwołam pobieranie opłat za newsletter.

Po tym czasie jednak wciąż będziesz w „grupie wewnętrznej” — będę bezpłatnie przesyłać ci dodatkowe materiały — jako mój wyraz wdzięczności za bycie ze mną. Mam nadzieję, że nie będziesz się czuć w jakiś sposób poszkodowana / poszkodowany.

Media społecznościowe

Drugą zmianą, którą wprowadzę, by rozwijać newsletter będzie uruchomienie mediów społecznościowych. Gdzieś trzeba informować ludzi o newsletterze.

Nie mam umiejętności prowadzenia takich mediów, ale się wdrożę. Na początek to będzie Facebook, Twitter i Instagram (dam znać w kolejnym newsleterze co i gdzie). Na pewno  wszystko będzie chaotyczne i nieumiejętne (na razie) Ale trzeba od czegoś zacząć.  😉

Na co liczę?

Liczę, że te zmiany pozwolą stopniowo przyciągać nowych ludzi. Znowu, jak ostatnio wszystko w moim życiu zawodowym, jest to eksperyment, którego celem jest weryfikacja hipotezy. Tym razem hipoteza brzmi: W ciągu trzech miesięcy (do 1 października 21) grupa odbiorców newslettera poszerzy się o 100 nowych osób.

Tyle wiadomości organizacyjnych, a teraz zapraszam cię do kolejnego Newslettera.

Znajdziesz w nim:

2. Jak do tworzenia włączyć nieświadomość (Rozdział na ten tydzień)

W tym tygodniu o nieświadomości. Nieświadomy umysł to ten, który — jeżeli stworzysz mu odpowiednie warunki — odwali za ciebie robotę. To z niego pochodzą przebłyski, wglądy, intuicje.

Gdy do działania włącza się nieświadomość, dzieją się wspaniałe rzeczy — czas zwalnia, czujemy radość, napełnia nas energia i poczucie rzeczywistości. Czasem ten stan nazywa się „przepływem”, byciem w strefie czy natchnieniem. Są to w momenty, w których dwa nasze umysły (tak, jesteśmy w pewnym sensie dwugłowi) współpracują ze sobą. Gdy to się dzieje, jesteśmy w stanie tworzyć rzeczy o niebo lepsze niż te, które tworzymy, pracując jedynie za pomocą samego, świadomego „ja”.

Pisząc ten rozdział „Energii Twórczej”, uświadomiłem sobie, że olbrzymia część moich wysiłków, by stać się bardziej twórczą osobą, to próba nauczenia się włączania tej części do działania. Uświadomiłem sobie, że energia twórcza to nic innego, jak korzystanie z pracy nieświadomej części umysłu.

Ale jak można zmusić do pracy tą część umysłu? Jak sprawić, by zainteresowała się tym, za co postanowiłem się zabrać w świadomy sposób?

Jest kilka podejść.

Są tacy, którzy szukają odpowiednich chemikaliów. Peyotl, LSD, grzybki i inne rzeczy poszerzające ponoć świadomość i pozwalające zanurkować poniżej poziomu morza świadomości. Beznadziejna metoda, która szybko kończy się wieloma negatywnymi konsekwencjami. Beznadziejna metoda nawet wtedy, gdy chemikaliami jest kawa i yerba-mate. Gdy próbujesz wzbudzać stan ożywienia, czy energii za pomocą jakiekolwiek chemicznych stymulatorów, skazujesz się na coraz słabsze działanie tych środków i konieczność podnoszenia dawek.

Są też i tacy, którzy czekają aż podświadomość, w postaci natchnienia, wglądu czy nagłej inspiracji sama pojawi się w ich życiu. Nieświadomość jest w końcu, czymś w rodzaju boga. W kulturach pierwotnych jej działanie jest uważane za przejaw jakiejś nieśmiertelnej istoty. Każdy bóg ma swój własny harmonogram. Możemy go jedynie prosić o to, by się odezwał i obdarował mnie tym, co go proszę. Również słaba metoda, bo może się okazać, że modły nie zostaną wysłuchane i będziesz czekać w nieskończoność. Gdy będziesz czekać z zabraniem się za tworzenia do momentu, w którym przyjdzie na ciebie natchnienie, będziesz tworzyć niezmiernie rzadko, albo nawet wcale.

Co w takim razie mam zrobić? W jaki sposób zmusić ten mój rozwydrzony prawokomorowy, nieświadomy mózg, by zabrał się do roboty, a nie kręcił się wokół jakichś dupereli, które czasem człowiekowi się  śnią, czy jakichś idiotycznych fantazji?

Całe szczęście jest trzecia metoda. Jest skuteczna i prosta. Żeby twój nieświadomy umysł zaczął nad czymś pracować, musisz mu dać wyraźny sygnał, że coś ma dla ciebie kluczowe znaczenie. Nieświadomy umysł nie włącza się, do działania, tak długo, póki coś jest letnie.

Czy znasz to uczucie, gdy na dzień przed egzaminem nagle otwierają ci się klapki i to, czego unikałeś przez cały semestr, staje się ciekawe, a ty myślisz: „Szkoda, że nie zabrałem się za to wcześniej”? Jeżeli coś takiego poczułeś, był to efekt tego, że do działania włączył się twój nieświadomy mózg. Dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Bo zagadnienie było dla ciebie letnie. „Nic pilnego, mam jeszcze czas, nie ma pośpiechu” — to był komunikat oznaczający tyle, że nie ma sensu tracić na to energii. Gdy nagle zostało ci tylko dwa dni, po pierwsze zacząłeś do siebie mówić coś innego. „To jest ważne, to jest pilne, to musi być zrobione teraz, teraz, teraz!”.

Ale nie chodzi tylko o mówienie sobie czegoś. Kluczowe znaczenie ma działanie. Nie rozczulając się nad sobą, usiadłeś i zacząłeś się uczyć. Zamiast ziewnąć i odpuścić po dziesięciu minutach, wgłębiłeś się w to bardziej. Zamiast ulec znużeniu i podeprzeć głowę dłonią, wyprostowałeś się, kilka razy nawet uderzyłeś się po policzku. Przebiłeś się przez zmęczenie, niechęć i znużenie i nagle… „stało się światło!”. Nagle coś zaskoczyło i pracę podjęła do tej pory niechętna podświadomość.

Ok. powiedziała, jeżeli to jest takie dla ciebie ważne, włączę się ze swoim zapasem energetycznym.

Komunikatem, za pomocą którego możemy włączyć nieświadomość do akcji, jest solidna, intensywna, praca, bez oglądania się, bez taryfy ulgowej, bez ulegania senności. Nieświadomy umysł włącza się na skutek świadomego napierania. Napieraj tak mocno, jak możesz, a nieświadomość się włączy.

Napieranie jest jednak tylko jedną z części rozwiązania. Najczęściej jest bowiem tak, że gdy napierasz, siłujesz się, zmagasz, mija trochę czasu, a ty wciąż jesteś tam, gdzie byłeś. Dałeś z siebie wiele, masz w sobie motywację, wzrosła w tobie zaciętość, ale wciąż: nie wiesz jak to zrobić; nie wiesz jak pokonać trudności.

Nieświadomość nie jest przecież tylko energią. Nie chodzi wyłącznie o to, by czuć się najaranym. Chodzi też o nowe pomysły, rozwiązania, nowe ujęcia. Jeżeli jesteś tylko nabuzowany, ale wciąż stoisz przed ścianą i nie radzisz sobie, zatrzymaj się. Zrób przerwę. Zajmij się czymś innym.

Pełna metoda na włączanie świadomości do tworzenia brzmi: Biegnij tak szybko, jak tylko się da, a potem, gdy jeszcze jesteś rozpędzony, zatrzymaj się w pół kroku. Wiesz co się wtedy stanie? Jeżeli dałeś z siebie dostatecznie dużo, jeżeli zatrzymałeś się w odpowiednim momencie (nie doprowadzając się do skrajnego wyczerpania), nieświadomość pobiegnie dalej, i w efekcie pojawi się w tobie wgląd, natchnienie, olśnienie, czy jakkolwiek to nazwiesz.

Na ten temat przeczytasz w „Rozdziale” z tego tygodnia 

3. Ćwiczenie: spontaniczny strumień obrazów

Ćwiczenie pochodzi z książki Wima Wegnera i Richarda Poe zatytułowanej „The Einstein Factor”. Wegner utrzymuje, że ta technika podnosi iloraz inteligencji i pozwala zmienić nasz zwyczajny mózg w umysł geniusza. To przesada. Nie mniej jednak technika może być cenna po pierwsze w rozwoju myślenia obrazami (przydaje się podczas pisania, rysowania, robienia zdjęć, filmowania itp.). Może także być cenna do pogłębiania kontaktu z naszymi nieuświadamianymi przeżyciami czy myślami. Za pomocą strumienia obrazów może być nam łatwiej osiągnąć wgląd w to, co dzieje się pod powierzchnią świadomości.

Technika polega na opisywaniu strumienia obrazów, które pojawiają się w wyobraźni. Robi się to zgodnie z kilkoma zasadami:

Rozluźnienie i uważność. Wykonując to ćwiczenie, bądź rozluźniony, spokojny i zrelaksowany, a równocześnie uważny. Zanim zaczniesz stosować technikę, poświęć jakieś 5 minut na świadome oddychanie. Usiądź wygodnie (ale z wyprostowanym kręgosłupem) i w świadomy sposób oddychaj, zwracając uwagą na to, jak powietrze cię napełnia i opuszcza. Rób to delikatnie, bez wysiłku. Możesz liczyć oddechy.

Nagrywaj to, co mówisz, albo mów do kogoś. Można spróbować po prostu mówić do siebie, jednak prawdopodobnie to nie będzie to samo. Gdy nagrywamy albo mówimy do kogoś, wewnętrzne obrazy ulegają wzmocnieniu. Nawet jeżeli po ćwiczeniu skasujesz nagranie, sama świadomość tego, że nagrywasz, wzmacnia obrazy.

Używaj czasu teraźniejszego. Opisuj wszystkie obrazy tak, jak gdyby działy się teraz, w tej chwili. Np. Widzę białego ptaka, który zrywa się do lotu itp. Rób tak nawet wtedy, gdy opisujesz coś z pamięci.

Używaj wszystkich zmysłów. Nie poprzestawaj na wizji. „Obraz” umysłowy może obejmować dźwięki, smaki, dotyk, temperaturę, fakturę, doznania wewnętrzne itd.

Nie przejmuj się jakością opisów. Opisy mogą być głębokie, poetyckie, nowatorskie, ale równie dobrze, mogą zawierać cliche czy niezręczności. Nie przejmuj się jakością opisu, to nie ma być literatura. Nic nie szkodzi także, gdy opis przeskakuje z jednego obrazu na następny.

Akceptuj wszystkie obrazy. Nie edytuj i nie poprawiaj. Opisuj to, co się pojawia, choćby wydawało ci się to głupie, mało twórcze, czy pozbawione kreatywności.

Obrazy nie muszą być wyraźne, żywe, czy kolorowe. W tej technice nie chodzi o to, by wywoływać w sobie halucynacje. Chodzi o to, by opowiadać. Z czasem obrazy staną się lepsze, ale nie przejmuj się, gdy obraz, jest tylko niewyraźnym mrugnięciem albo rozmytą myślą.

Jeżeli wiemy, na czym sprawa polega, pora spróbować. Zanim wywołasz spontaniczny, niekontrolowany strumień warto rozpocząć od czegoś prostszego.

1. Po pierwsze opisz coś, na co patrzysz. To może być twój pokój albo jakiekolwiek miejsce, w którym się znajdujesz. Pamiętaj, by robić to na głos, nagrywając to, albo mówiąc do kogoś. Pamiętaj o używaniu wszystkich zmysłów.

2. Drugi krok to strumień obrazów z pamięci. Opisz coś, co pamiętasz. To może być jakieś żywe wydarzenie, miejsce, czy wspomnienie. Może być z dawnych czasów albo sprzed kilku chwil. 

3. Trzeci krok to spontaniczny strumień obrazów. Opisuj teraz to, co ci przyjdzie do głowy, nieważne czy będzie to wspomnienie, czy zupełna fantazja. Pamiętaj o tym by: mówić (i nagrywać), używać wszystkich zmysłów, mówić w czasie teraźniejszym i niczego nie poprawiać. Pozwól, by obrazy przechodziły w siebie i tworzyły strumień skojarzeń.

4. Badania: Jak podkręcić swój mózg (niechemiczny środek nootropowy)

Muszę się do czegoś przyznać. Dostałem kiedyś od laryngologa lek, przypisując go, pani laryngolog powiedziała:

— Studenci bardzo go lubią, szczególnie przed sesjami.

Sprawdziłem w internecie. Wow. Rzeczywiście marzenie studenta, coś, co ma poprawiać koncentrację, pamięć i uczenie się. Akurat pracowałem nad trudnym tematem i bardzo mnie to ucieszyło. Zjadłem całe opakowanie (oczywiście nie na raz).

Na problemy z uszami lek nie pomógł, ale na mózg również. Nie poprawiła mi się pamięć, nie kojarzyłem lepiej, nie byłem szybszy w przetwarzaniu informacji. Sprawdziłem później, czy są jakieś badania, które by dowodziły, że lek ten rzeczywiście pomaga myśleć i pamiętać. Tak, ale osobom z zaburzeniami. W przypadku osoby zdrowej, sprawnej poznawczo, brak jakichkolwiek działań wspomagających pracę mózgu. Najczęściej spotykanym efektem tego leku, w przypadku osób zdrowych jest lekomania.

Doskonale jednak rozumiem ludzi, którzy się tym szprycują: w dzisiejszych czasach każdy chce być bardziej sprawny poznawczo, każdy chce mieć lepszą pamięć, lepiej kojarzyć, wpadać na bardziej twórcze rozwiązania.

Tym bardziej że wielu z nas doświadcza pogorszenia sprawności umysłowej. W końcu lata lecą. Człowiek nie ma już dwudziestu lat i coś tak jakby gorzej przetwarzał.

Gdy studiowałem psychologię, usłyszałem, że  szczyt zdolności poznawczych mózgu przypada na przełom dwudziestki i trzydziestki. Po trzydziestce następuje degradacja. Może nie od razu człowiek głupieje, ale stopniowo coraz gorzej kojarzy, mniej pamięta, słabiej przyswaja. Mówiąc inaczej, mózg traci plastyczność — przestaje być zdolny do tworzenia nowych połączeń i w efekcie do uczenia się i adaptowania. Degradacja prowadzi do tego, co możemy obserwować u niektórych osób w podeszłym wieku: problemy z pamięcią, kojarzeniem, nieporadność, brak kontaktu z rzeczywistością.

Czy naprawdę mózg musi tracić plastyczność? Czy to nieodwołalny proces biologiczny?

Tak uważano przez długi czas, dziś wiemy, że nie. Wiemy, że mózg może utrzymać plastyczność przez całe życie (jest nawet w stanie wytwarzać nowe komórki nerwowe). W absolutnie każdym okresie życia mózg jest w stanie uczyć się, zapamiętywać, przeorganizowywać. Pogarszanie się zdolności umysłowych nie jest efektem utraty tej zdolności, ale braku treningu.

Mózg traci plastyczność nie z powodów biologicznych, ale dlatego, że przestajemy mu dostarczać zadań, które plastyczność wymuszają.

Osoby dorosłe są mniej sprawne poznawczo, bo prowadzą mniej wymagający styl życia. To nie twój mózg staję się tępy, ale twój styl życia.

Gdy osoba dorosła przestaje się uczyć nowych rzeczy, przestaje rozwiązywać wymagające zadania, pogarszają się jej zdolności umysłowe. Ich niewielki spadek sprawia, że taka osoba wycofuje się z zadań, które wymagają uczenia się (przecież jestem za stary i za głupi na naukę). To z kolei jeszcze bardziej usztywnia mózg. Potwierdza się zatem założenie początkowe i taka osoba jeszcze bardziej unika trudnych rzeczy. I tak koło się napędza. Z czasem pojawiają się problemy z pamięcią i z myśleniem.

Jeżeli masz problemy z pamięcią, kojarzeniem, przetwarzaniem informacji, nie powinieneś się wycofywać, ale przeciwnie dostarczać swojemu mózgowi jeszcze więcej stymulacji. Jeżeli nauka czegoś sprawia ci  trudność, to znak, że właśnie tego powinieneś się intensywniej uczyć.

Nie czekaj na starość, ale buduj wymagający styl poznawczy tak wcześnie jak się da — nawet, gdy masz dwadzieścia lat.

Zacząłem od moich doświadczeń z nootropem. Zdecydowanie nie był to dobry pomysł na podostrzenie mózgu. Znacznie lepszym sposobem jest na przykład nauka języka obcego.

Wystarczą 4 miesiące nauki języka obcego (przez 2 godziny w ciągu tygodnia), by zauważyć istotne zmiany w tym, jak pracuje mózg i w poziomie jego plastyczności.

W przeprowadzonych rok temu badaniach wzięły udział osoby w wieku 59-79 lat. Program trwał 16 tygodni. Każdego tygodnia odbywały się 90-minutowe zajęcia w klasie (kurs angielskiego dla Włochów), po których każdy z uczestników poświęcał 30 minut na odrabianie zadań domowych. W sumie było to 120 minut tygodniowo. Przed i po programie przeprowadzono badania z użyciem rezonansu magnetycznego oraz kompletne badania neurologiczne, a także testy sprawności poznawczej. Zmiany porównywano także ze stanem  grupy kontrolnej (osobami, które nie uczyły się języka).

Okazało się, że pojawiły się istotne różnice w funkcjonowaniu poznawczym oraz pracy ważnych  obszarów mózgu. Efekty tych zmian były większe niż w przypadku jakichkolwiek leków. Autorzy piszą:

Nauka drugiego języka jest potężnym narzędziem, które może być częścią programu zdrowego stylu życia i który może pomóc zachować plastyczność mózgu.

Zachęcam Cię, by tego spróbować. Przynajmniej przez 4 miesiące, przez 120 minut w tygodniu (np. dwie godzinne sesje dwa razy w tygodniu, albo 4 sesje po 30 minut).

Nie jest ważne, jak daleko dojdziesz z językiem, pewne jest, że twój mózg będzie dzięki temu lepiej pracować. Nauka języka obcego jest doskonałą gimnastyką dla mózgu. Większa plastyczność mózgu na pewno przełoży się na twoją twórczość. 

5. Cytat

Zwątpienie w siebie może być sprzymierzeńcem. Jest tak, dlatego że służy ono za wskaźnik tego, co jest dla ciebie ważne.   Odzwierciedla miłość, miłość do czegoś, o czym marzymy i pragnienie, pragnienie, by to robić. Jeśli zadajesz sobie (i swoim przyjaciołom) pytanie: „Czy naprawdę jestem pisarzem? Czy naprawdę jestem artystą?” są szanse, że jesteś. Fałszywy innowator jest szalenie pewny siebie. Prawdziwy jest przerażony na śmierć.

Steven Pressfield, The War Of Art: Winning the Inner Creative Battle (p. 39). FastPencil PREMIERE. Kindle Edition.

6. Przed nami druga połowa roku

Rok 2021 ma 365 dni. Połowa wypadnie zatem w 182 dniu roku. Tak się składa, że będzie to w ten piątek (2 lipca 2021). W południe ziemia znajdzie się na półmetku swego całorocznego tańca wokół słońca. Na naszej półkuli to będzie dobry, długi dzień, będzie trwać aż 16 godzin i 39 minut (dłużej od tego, który przyjdzie za kolejne pół roku o prawie 9 godzin).

Czy to nie doskonały czas na to, by skorygować swoje plany i zamiary na ten rok? Czy to nie doskonały czas, by zorientować się, czy nie zbłądziłem? Czy wciąż idę w dobrą stronę?

Ludzie zbyt często skupiają się na początkach i zakończeniach. Świętujemy wyruszanie w drogę, świętujemy dotarcie na metę. A gdzie święto tego, co po drodze? Przecież właśnie to jest najważniejsze.

Połowa jest dobrym czasem, by to uczcić i docenić.

Jak twierdziła Ursula LeGuin:

Dobrze mieć cel, do którego zmierzasz, ale to droga jest tym, co najbardziej się liczy.

Zróbmy zatem Święto Połowy Drogi.

Wiem, to może być niewygodne. Dla mnie szczególnie. Z moich planów noworocznych nic nie zostało. Nawet wolę udawać przed sobą, że ich nie miałem. Miałem, ale okazały się mrzonkami. I jak się do tego przyznać?

Jeżeli nie będziesz wchodzić na wagę, nie dowiesz się, że przytyłeś, ale nie staniesz się lżejszy. Może zatem lepiej zjeść tę żabę i coś jednak zmienić. Teraz, dokładnie w połowie roku.

Zacząć od nowa. Naprawić, wyprostować, dostosować. Teraz gdy jest najwięcej światła, gdy są wakacje i czas by myśleć, spacerować i żyć; gdy nie idziesz na całonocną imprezę, po której boli głowa; gdy nie trzeba się wzruszać zmianą cyferki na końcu daty; gdy jesteśmy mniej patetyczni i mniej oderwani od rzeczywistości. Planuję w najbliższych dniach pomyśleć o drugiej połowie roku. Nie chcę robić powtórki z noworocznych postanowień. Raczej zrobię swoją listę „mniej & więcej”.

7. Zamiast postanowień: technika więcej — mniej

Powiedziałem sobie tak: Nie zaczynaj nowych rzeczy. Jeżeli czegoś nie udało ci się rozpocząć w poprzedniej połowie roku, jeżeli nie zabrałeś się za coś ani razu, a tylko fantazjowałaś i planowałeś, nie ponawiaj postanowień. Jeżeli chciałeś coś całkiem rzucić, ale nic z tym nie zrobiłeś, odpuść to sobie i w tej połowie roku.

Co zamiast tego? Ewolucja. Powolna zmiana. Rób mniej więcej to samo, tyle że nieco więcej (gdy to cenne), albo mniej (gdy kłopotliwe). 

Zacznij jednak od pytania pierwszego podstawowego:

1. Z czego jestem zadowolony (może być „w miarę zadowolony”? Doceń to, co robisz dobrego i czerp z tego poczucie dumy.

_______________________________________________

_______________________________________________

2. Czego chciałbym więcej (częściej, intensywniej, lepiej itp.)? Co dawało mi najwięcej dumy, radości, przyjemności, korzyści?

_______________________________________________

_______________________________________________

3. Czego chciałbym mniej? Co takiego mnie męczyło, pozbawiało energii, osłabiało, zabierało tylko czas?

_______________________________________________

_______________________________________________

Zrób prostą tabelkę o trzech kolumnach: MNIEJ – TYLE SAMO – WIĘCEJ.

Wpisz swoje rzeczy do tabelki, a następnie uporządkuj. Zacznij od tego, co na samej górze.

To tylko pomysł. Twoje planowanie drugiej połowy roku może wyglądać zupełnie inaczej. Być może jednak takie podejście będzie się najbardziej nadawać do takiej okazji jak połówka roku.

8. Dziękuję i pozdrawiam

Jeszcze raz serdecznie dziękuję za bycie ze mną.

Życzę Ci twórczego tygodnia,

Zbyszek Ryżak

Czy ten tekst to jest to, czego szukasz?

Kliknij proszę, by wyrazić swoją reakcję!

Zostaw komentarz