Nieco spóźniony i nieco ciężki list (#8)

Cześć!

Często, gdy zbliżam się do końca jakiegoś projektu, robi mi się smętnie. Czuję się jak ktoś, kto odkrył, że choć trzymał się trasy z przewodnika, trafił w zupełnie inne miejsce, niż przewodnik obiecywał. Miało być miasto, a jest puste pole. Miał być widokowy szczyt, a są gęste zarośla. Miały być fanfary, a jest dęcie wiatru w konarach.

Może opis w przewodniku był przesadzony i nigdzie indziej nie można było dojść, a może robiłem coś nie tak – skręciłem nie w tę ścieżkę, za rzadko patrzyłem na kompas, byłem za bardzo rozkojarzony? Tak czy inaczej, pod koniec projektu czuję się rozczarowany, tym gdzie dotarłem.

Prawie zawsze coś takiego mnie dopada i chciałbym napisać, że nauczyłem się temu nie poddawać. Nie, nie nauczyłem. Jedyne czego się nauczyłem to nie ulegać impulsom. W niedzielę rano (o godzinie 5:08) napisałem list, w którym tłumaczyłem, że odpuszczam i zawieszam projekt. To był ładny, zgrabny list. Ale nauczony doświadczeniem, powiedziałem sobie: Poczekaj, zawsze to możesz wysłać za godzinę, dwie, albo nawet jutro. Spokojnie.

Potem pomyślałem: skoro tyle szedłeś… Przypomniał mi się refren dawno temu słuchanej piosenki: „We’ve come too far to give up who we are…” („Zaszliśmy za daleko, by porzucić to, kim jesteśmy. Podnieśmy więc poprzeczkę i wznieśmy kielichy do gwiazd”).To Get Lucky, utwór Daft Punk śpiewany przez Pharrella Williamsa.

Gdy się wycofasz, po tym, gdy coś robiłeś z przejęciem, porzucasz to, kim jesteś. Mądre, nie podejrzewałem muzyki tanecznej o tak cenne myśli :-).

Tym bardziej że często wystarczy chwilę poczekać. Gdy odsapniesz, prześpisz się, zregenerujesz, jest szansa, że zobaczysz wszystko inaczej.

I oto kolejny newsletter, nieco opóźniony, ale jest. Może od niedzieli energii mi nie przybyło, ale wiem, że „zaszedłem zbyt daleko, by porzucić, to kim jestem”.

1. Terminy newslettera na wakacjach

Wciąż szukam rytmu i formuły dla tego newslettera. Moja załamka i chęć wycofania wiązała się z przeciążeniem. Narzuciłem sobie zbyt ostre tempo i za bardzo się zmachałem.

Z tego względu, w okresie wakacyjnym newsletter i nowe teksty będą pojawiać się bardziej nieregularnie. Być może co tydzień, może co dwa, a może co trzy. Może jednak uda mi się jednak utrzymać rytm tygodniowy? Zobaczymy. Tak na wszelki wypadek uprzedzam 🙂

Nie tylko o odpoczynek chodzi. Co prawda w sierpniu planuję wyjazd na dwa tygodnie, ale do tego czasu muszę przygotować jeszcze dwa szkolenia (nt. uczenia się oraz zarządzania czasem) i jeszcze wysłać kilka tekstów do wydawnictw. Jest co robić.

2. Nowy tekst

Napisałem nowy tekst zatytułowany Czy to nie jest grafomania?

Człowiek, który nigdy się nie bał tego, czy nie jest grafomanem, prawie na pewno nim jest. Człowiek, który się tego obawia, ma spore szanse nie być.

Potocznie grafoman, jak określa to słownik z 1933 roku, to człowiek „piszący bez talentu, a mający duże wyobrażenie o sobie”. Grafomania nie jest jednak kwestią jakości utworu. To, co kiepskie nie musi być grafomanią, grafomania nie musi być całkowicie kiepska (choć grafomania impregnuje na rozwój i ludzie, którzy jej ulegają, są często nieudolni).

Bardziej chodzi o podejście do tego, co zrobiłeś i wyobrażenie na swój temat. Grafomania jest neurotycznym, narcystycznym skupieniem na sobie. Grafoman pragnie tylko jednego: zobaczyć uwielbienie w oczach innych.

Jeżeli tak to zdefiniujemy, to:

  • Każdy miewa w sobie trochę grafomana.
  • Grafomania jest stanem, w który można wpaść i z którego można, całe szczęście, wypaść.

Więcej śladów mojego myślenia o grafomanii znajdziesz tutaj: Czy to nie jest grafomania?

3. Tak sobie gadaliśmy… (refleksja ze spaceru na temat siły grawitacji)

Tak sobie rozmawialiśmy, idąc do biblioteki.

– Myślę, że jedną z podstawowych właściwości Polaków jest lekkość – powiedziałem – Łatwo się śmiejemy, lubimy się bawić, potrafimy nie przejmować się aż tak bardzo życiem. Z drugiej jednak strony jesteśmy lekkomyślni, lekceważący (reguły, prawa, innych ludzi, siebie samych), niewytrwali i płochliwi. Nasza filozofia walki i działania to nieśmiertelne „jakoś-tam-będzie”, „się-zobaczy”, „a-może-nie-będzie-aż-tak-źle”. Natężenie pola grawitacyjnego jest w Polsce znacznie mniejsze niż 9,807 m/s² obowiązujące powszechnie na naszej planecie. A może to już inna planeta (np. Mars)?

Gdy wróciłem do domu, wziąłem „Ziemię, planetę ludzi”, w której Antoine de Saint-Exupéry pisze:

Istnieje cecha ludzka, dla której nie ma nazwy. Może jest to „powaga”, ale nie jest to właściwe słowo. Cecha ta może się bowiem łączyć z najradośniejszą wesołością. Jest to cecha właściwa cieśli, który – jak równy z równym – obcuje z klocem drzewa, dotyka go, mierzy i nie traktuje go bynajmniej z góry, skupia na nim całą swoją sztukę […] Nie odczuwasz potrzeby ośmieszania przeciwników, zanim się z nimi zmierzysz. W obliczu groźnej burzy mówisz „To groźna burza”. Godzisz się na walkę i obliczasz siły przeciwnika.

Saint-Exupéry używa słowa gravité (gravity po angielsku). Pochodzi ono od łacińskiego gravitas, opisującej jedną z kluczowych dla Rzymian cech, której przeciwieństwem jest levitas animi (lekkomyślność, zmienność usposobienia).

Gravitas to solidność, poważne podejście do rzeczy, wytrwałość. Nie ociężałość, nie ciężkość, nie skwaszona mina, ale mocne stąpanie po ziemi. Mocne osadzenie na ziemi, która na z taką czułością przyciąga i nie pozwala nam ulecieć w kosmos. Każdy z nas jest jak Anteusz, syn Gai, który czerpie energię ze swojej matki. Nie musimy nawet stać na Ziemi, wystarczy, ta magiczna, niewidoczna, czuła więź – grawitacja.

Polskie słowo powaga (po-waga) też wskazuje na grawitację. Siostrą powagi jest odwaga (od-waga). Czy to nie jest wspaniała definicja odwagi: „W obliczu groźnej burzy mówisz «To groźna burza». Godzisz się na walkę i obliczasz siły przeciwnika, stając przed nim jak równy z rownym”.

Nie mówiłem o gravitas, by dowalać rodakom. Ja sam mam w sobie za dużo levitas. Jak znaleźć w sobie więcej gravitas, nie stając się ponurakiem? Ha! To jest zadanie, z którym warto się zmierzyć (jak równy z równym).

4. Prosta technika psychologiczna na negatywne emocje

Kristin Neff w bardzo dobrej książce „Jak być dobrym dla siebie” (zdecydowanie polecam) proponuje bardzo proste ćwiczenie, ułatwiające radzenie sobie w sytuacjach, gdy czujemy się źle.

Nie chodzi o to, by wypychać z siebie negatywne emocje, ale by je zaakceptować, a następnie przekierować uwagę na działanie.

Gdy dopadną cię negatywne emocje, możesz powiedzieć sobie:

Trudno jest odczuwać teraz (…określ to, co czujesz…)

Odczuwanie (…) jest częścią ludzkiego doświadczenia.

Co mogę zrobić teraz, aby stać się szczęśliwszy?

Nie chodzi o konkretne słowa, ale o trzy rzeczy:

  1. Przyznanie się przed sobą do tego, co czujesz i do tego, że jest ci trudno. Udawanie twardziela wcale nie pomaga.
  2. Nie musisz się wstydzić tego, że masz w sobie negatywne emocje. Negatywne emocje stają się cierpieniem, gdy dodajemy do nich poczucie izolacji (coś jest ze mną nie tak, skoro tak się czuje). Spokojnie. Wszystko w porządku, tego rodzaju odczucia są częścią ludzkiej kondycji. Nie izoluj się, przeciwnie, wykorzystaj to, co czujesz, by poczuć związek z innymi. To pomaga.
  3. Przekieruj się w stronę działania. Gdy to możliwe, zrób coś, co zmieni sytuację, ale gdy to niemożliwe, zrób cokolwiek. Nie chodzi o to, by usunąć ból, chodzi o to, by nie tkwić w powiększającym się leju. Spacer, medytacja, kąpiel itp. nie usuną lęku, ale pozwolą poczuć się nieco lepiej. Zrób coś dla siebie.

Oto kilka przykładów.

Trudno jest mieć teraz w sobie poczucie, że sobie nie radzę.

Odczuwanie niezadowolenia z siebie jest częścią ludzkiego doświadczenia,

Co mogę teraz dla siebie zrobić?

Albo:

Trudno jest mieć w sobie poczucie porażki.

Odczuwanie porażki jest częścią ludzkiego doświadczenia. Wiele osób czuje się tak samo, jak ja teraz.

Co mogę teraz zrobić, aby poczuć się szczęśliwym?

Albo:

Jest mi trudno odczuwać w tym momencie niepokój.

Odczucie niepokoju jest częścią ludzkiej kondycji. Jestem w dużej grupie innych istot ludzkich, które odczuwają niepokój, bo to doświadczenie jest częścią ludzkiego życia.

Co mogę teraz zrobić, by moje życie miało większy sens?

5. „Ból jest nieunikniony, cierpienie jest wyborem” (cytat)

Gdy pisałem poprzedni punkt, przypomniały mi się słowa Haruki Murakamiego: „Ból jest nieunikniony, cierpienie jest wyborem”.

Ból jest nieprzyjemny, ale możliwy do zniesienia. Nie masz wyboru, czy go czujesz, czy nie. Ból przychodzi niezależnie od ciebie. Masz jednak wybór, czy ból zmieni się w cierpienie. Ból staje się cierpieniem, gdy dodajesz do niego wnioski (jestem beznadziejny, nic mi nigdy nie wychodzi, nie radzę sobie), poczucie osamotnienie (tylko mnie się to przydarza), brak akceptacji (muszę z tym jak najszybciej coś zrobić, nie mogę się tak czuć).

Cytat pochodzi z przedmowy do książki „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Murakami pisze tam:

Jeden z maratończyków powiedział o mantrze, której nauczył go starszy brat – również biegacz – i którą ów długodystansowiec powtarzał, odkąd tylko zaczął biegać. Brzmiała ona tak: „Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest wyborem”. Powiedzmy, że biegniesz i myślisz sobie: „Cholera, tak mnie boli, że dłużej nie wytrzymam”. Fragment z „boli” jest nieuniknioną rzeczywistością, ale to, czy się wytrzyma, czy nie, zależy tylko i wyłącznie od biegacza. Ta myśl podsumowuje z grubsza najważniejszy aspekt biegu maratońskiego.

Czasem mam wrażenie, że tworzenie czegokolwiek jest maratonem.

6. Narzędzie: jak gromadzić i zarządzać notatkami?

Lubię mieć pod ręką jakiegoś rodzaju notatnik, miejsce, w którym mogę zapisywać wpadające niespodziewanie pomysły, gromadzić, monitorować pracę, prowadzić listy (nie tylko zadań), gromadzić potrzebne źródła informacji itp.

Robiłem to długo w papierowym notatniku i wciąż to po części robię, jednak przy dużej ilości notatek trudno wszystko szybko przeszukać, a zapisywanie linków, czy lokalizacji plików to szaleństwo.

Robiłem to także za pomocą plików txt tworzonych w systemowym notatniku (niewygodne).

Robiłem to w Evernote – program jest według mnie przereklamowany, zabiera dużo pamięci, jest toporny i brzydki.

Potem długo notowałem za pomocą microsoftskiego OneNota, pokłóciłem się z nim jednak na skutek jakiegoś rodzaju problemów z uruchamianiem (choć ciągle jest w odwodzie).

W efekcie zrobiłem listą najlepszych darmowych (lub z opcją bezpłatną) programów do notatek. Wyszło mi coś takiego:

Notion

Zoho Notebook

Simplenote Joplin

Jeszcze nie podjąłem ostatecznej decyzji, ale wygrywa Notion.

Jak każdy tego rodzaju program wymaga opanowania i ma swoje słabości, nie mnie jednak wydaje mi się dość prosty, ładny, wygodny. Poza tym ma wiele cennych możliwości (np. szybkie publikowanie notatek online, czy budowanie baz danych). Oto przykład tego, jak wygląda:

7.  Do następnego razu!

Dziękuję i serdecznie pozdrawiam. Następny newsletter może się pojawić nawet za 2-3 tygodnie. Pozdrawiam i życzę dobrych, regenerujących twórcze siły wakacji lub (jeżeli pracujesz) twórczej pracy,

Zbyszek

Czy ten tekst to jest to, czego szukasz?

Kliknij proszę, by wyrazić swoją reakcję!

Zostaw komentarz