Jak szybko się nie znudzić — twórcze skupienie uwagi

Geniusz to nic innego, jak zdolność wytrwałego skupienia uwagi – pisał William James. Gdybyśmy mieli możliwość obserwowania geniusza przy pracy, jego skupiona, napięta przez długi czas uwaga, byłaby pewnie pierwszą rzeczą, którą byśmy dostrzegli.

Taka osoba, gdy tworzy, nie jest rozkojarzona, nieobecna, nie zajmuje się dziesięcioma tysiącami różnych spraw, nie myśli o niebieskich migdałach. Przeciwnie, jest całkowicie pochłonięta tym, co robi. Podczas innych zajęć (mycia zębów, ubierania się, przygotowywania posiłków itp.) może być mistrzem rozkojarzenia i nieobecności (ponoć Edison ugotował kiedyś na twardo swój zegarek zamiast jajka). Jeżeli jednak przychodzi do tworzenia, wszystko ulega zmianie. W oczach geniusza włączają się reflektory podłączone do silnych akumulatorów.

Domorosły geniusz

Początek XX wieku, moskiewski teatr, wieczór. Widzowie siedzą przed wciąż zasłoniętą kurtyną. Za kulisami ostatnie przygotowania. Tylko jedna garderoba wciąż pusta: ta, w której powinien się przygotowywać odtwórca głównej roli.

Wskazówki zegara niepokojąco zbliżają się do ósmej, o której ma rozpocząć się spektakl. Inspicjent biega po teatrze, obdzwania miasto, dyrektor przygotowuje plan awaryjny (Zagrać coś innego? Przełożyć? Odwołać?). Na pięć minut przed ósmą z hukiem otwierają się drzwi i pojawia się on. Właśnie wyszedł z restauracji, sprężył się i oto jest. Raz, dwa, trzy — i ucharakteryzowany. Na plecy płaszcz, szpada do boku, makijaż i już jest na scenie.

Wszyscy wzdychają z ulgą i zachwytem: Oto prawdziwy artysta! Ostatni przyszedł, pierwszy na scenie! Uczcie się od niego młodzi aktorzy.

Jest tylko jedne problem. Aktor na scenie niewiele ma do pokazania oprócz sztampowego wywracania oczu i operowych gestów. Konstantin S. Stanisławski, który obserwuje tę scenę, kipi ze złości:

— Artysta, też mi coś! „Dajże pan spokój, przecież każdy z nas rozumie, że nie istnieje na świecie człowiek, który by z atmosfery knajpy i nieprzyzwoitych anegdotek mógł w ciągu pięciu minut przerzucić się w sferę podniosłości i natchnienia”.

Stanisławski — aktor, reżyser teatralny, pedagog — wywarł ogromny wpływ na światowy teatr. Jego „System” aktorski, do dziś stosowany jest przez tych naprawdę najlepszych.

W swoich wspomnieniach („Moje życie w sztuce”) Stanisławski pyta, dlaczego ten spóźniony aktor nie dał sobie czasu, by się skupić i odpowiednio przygotować?

Odpowiedź jest prosta: bo nie był w stanie przez taki czas się skupić. Nie był w stanie sięgnąć do swojej duszy, bo nic, oprócz talentu w niej nie miał. Sam talent to zdecydowanie za mało. Pozbawiony skupienia, czyni jedynie „domorosłego geniusza”, a nie artystę. Skoro nie potrafi się skupić, zrozumiałe jest, że przychodzi w ostatnim momencie: „Co miałby robić w swojej garderobie? Palić? Opowiadać anegdoty? To już lepiej robić to w restauracji”.

Prawdziwy geniusz

Przeciwieństwem domorosłego geniusza jest prawdziwy, którym zdaniem Stanisławskiego był włoski aktor Tomaso Salvini (to jego podobizna znajduje się w tle tytułu tego tekstu). Jeden obejrzany z nim spektakl wywarł, jak pisze piętno na całym jego życiu artystycznym.

Salivini przyjechał do Moskwy ze spektaklem, w którym grał Otella. Prawda i głębia jego gry była epicka. Małymi, niepozornymi środkami (pojedynczym gestem, spojrzeniem) potrafił zawładnąć przeżyciami wszystkich widzów. Ponieważ Stanisławski był wtedy początkującym aktorem, zaczął szukać tajemnicy Salviniego. Jakimi ukrytymi mocami dysponuje ten aktor, że jego gra jest tak różna od tysięcy innych aktorów?

Stanisławski, wypytując wszystkich, których się dało, odtworzył sposób, w jaki włoski aktor przygotowywał się i podchodził do roli. Przygotowania zaczynały się od rana. W dniu występu Salvini jadł umiarkowane posiłki i usuwał się od ludzi — nikogo nie przyjmował, nie spotykał, o ile to możliwe nie rozmawiał. W teatrze zjawiał się co najmniej trzy godziny przed spektaklem. Szedł do garderoby, rozbierał się i zaczynał przechadzać po scenie. Gdy ktoś się do niego zbliżał, zamieniał z nim słowo, ale szybko odchodził i zamyślał się nad czymś. Potem znów zamykał się garderobie. Po jakimś czasie wychodził z niej częściowo ucharakteryzowany i znów zaczynał wałęsać się po scenie. Próbował głosu na jakiejś frazie, robił kilka gestów. Znów wracał do garderoby i kończył charakteryzację. Gdy wychodził w orientalnym stroju, z przyciemnioną na Maura skórą, zmieniał się jego sposób poruszania i zachowywania: wchodził w skórę Otella.

Tego rodzaju przygotowania byłyby całkowicie zrozumiałe u osoby, która dopiero zaczyna swoją karierę aktorską albo przed premierą. Ale doświadczony aktor, który zna swoją rolę? Ktoś, kto jest pewny siebie i swojego talentu? To co najmniej nudne. Salviniego jednak w żadnym razie to nie nudziło. Przygotowywał się tak do każdego występu: 

Tego rodzaju praca przygotowawcza do każdego przedstawienia potrzebna była geniuszowi do roli, granej wiele setek razy i po studiowaniu tej roli przez niemal 10 lat. Nie na próżno przyznawał się, że dopiero po setnym czy dwóchsetnym przedstawieniu zrozumiał postać Otella i wiedział, jak należy ją dobrze zagrać.

Konstanin Stanisławski o Tomaso Salvinim

„Twórczość wymaga przede wszystkim całkowitej koncentracji fizycznej i psychicznej”

Co zatem różni geniusza od dyletanta?

Podstawowym czynnikiem jest zdolność do długotrwałej koncentracji. Stanisławski pisze (cytat podobnie jak poprzedni z „Mojego życia w sztuce”):

Twórczość wymaga przede wszystkim całkowitej koncentracji całej fizycznej i psychicznej. Koncentracji podlega nie tylko słuch i wzrok, lecz i pozostałe zmysły ludzkie. Podlega jej ciało i myśl, rozum i wola, czucie, pamięć i wyobraźnia.

Każdy rodzaj twórczości, nie tylko teatralnej wymaga tego rodzaju koncentracji.

Im więcej masz w sobie skupionej uwagi, tym więcej masz energii twórczej. Skupiona uwaga sprawia, jak pisze William James, że „umysł funkcjonuje łatwiej, więcej osiąga, jest świeższy, bardziej oryginalny i bardziej twórczy”.

Uwaga jest kluczem do energii. Najprostszy sposób, by mieć więcej energii, to bardziej się skupić.

Taiichi Ohno

Nie mam nic wspólnego z teatrem (lubię jedynie chodzić na przedstawienia). Dlatego jeszcze jedna ilustracja z zupełnie innych kręgów.

Taiichi Ohno w latach 50-tych, był inżynierem pracującym w dość kiepskiej, wytwarzającej zawodne samochody fabryce. Jego zadaniem było udoskonalenie systemu produkcji, tak by przy niewielkich zasobach, jakimi dysponowała fabryczka, produkować pojazdy, które są niezawodne.

Jego podejście do tego zadania było dość szokujące. Ohno szedł na halę produkcyjną, stawał w jakimś miejscu, w którym mógł jak najwięcej widzieć, a następnie patrzył. Robił to przez godzinę, dwie, pięć godzin. Efektem tego zwyczaju stał się system TPS: Toyota Production System. Sposób podejścia do produkcji, który uczynił z Toyoty jedną z największych firm motoryzacyjnych, i który zmienił nie tylko przemysł motoryzacyjny, ale praktycznie każdą działalność wytwórczą, a nawet usługową.

Później, gdy Taiichi Ohno dostawał do przeszkolenia młodych inżynierów, robił to samo. W hali produkcyjnej malował kredą na podłodze koło, a następnie prosił inżyniera, by w nim stanął i uważnie obserwował wszystko, co dzieje się wokół.

Łatwe zadanie? Spróbuj je wykonać. Może niekoniecznie w fabryce, ale na przykład w lesie. Wystarczy godzinka. Po upływie dziesięciu minut człowiek zaczyna się potwornie nudzić. Wszystko już przecież widziałem! Pora zmienić okolicę!

Ohno wracał do swojego ucznia po godzinie i pytał, co zobaczył. Jeżeli odpowiedź była poprawna i uczeń opisywał istotne rzeczy, które dostrzegł również i mistrz, mógł opuścić koło. Jeżeli nie, zostawał w kole. Nierzadko uczniowie spędzali tam pięć, osiem, czy nawet więcej godzin.

Człowiek mało twórczy

Gdy człowiek mało twórczy myśli o jakimś temacie, wszystko jest dla niego niemal natychmiast oczywiste, jasne i proste.

Rozmawia na przykład z klientem o szkoleniu, jakie ma dla niego zrobić, po pierwszym zdaniu kiwa głową, szybko znajduje szufladkę, do której to, co słyszy, najbardziej pasuje. Przerywa klientowi (a jeżeli tego nie robi, bo jest zbyt dobrze wychowany, zamiast słuchać, zaczyna myśleć o czymś innym) i mówi:

— Doskonale rozumiem, potrzebujecie państwo szkolenia z zakresu współpracy i komunikacji, mamy takie w ofercie, proszę oto program!

To podejście „eksperta”: szybka klasyfikacja, sprawdzone programy, typowe rozwiązania.

Jeżeli ten ekspert jest malarzem, gdy usiądzie za sztalugami i widzi drzewo, długo się nie zastanawia: rysuje drzewo, wykorzystując swoje schematy. Jego drzewo jest poprawne, czasem nawet wzbudza podziw, ale jest to podziw z rodzaju tych, które towarzyszą występom żonglera podrzucającego do góry zestaw filiżanek, czy odbijającego głową piłkę bez końca. To nie jest „Wow, nigdy nie patrzyłem tak na drzewo”, ale „Wow, ale ty masz sprawne ręce”. Tego rodzaju malarz nie jest jednak twórcą, może być co najwyżej nauczycielem rysunku.

Jeżeli ten ekspert jest aktorem, gdy dostaje zadanie aktorskie, wybiera zestaw gestów, min, spojrzeń i póz. Gra jest drewniana jak w serialu wyprodukowanym przez TVP. Żadnej wewnętrznej prawdy, co najwyżej cierpną zęby.

Bywa, że ekspert ma wiedzę, ale to nie ona jest powodem, dla którego przerywa  w pół słowa. Jako szkoleniowiec miałem do czynienia nie raz z ekspertami, którzy po raz pierwszy w życiu rozmawiali z klientami i po raz pierwszy w życiu prowadzili szkolenia. To im jednak wcale nie przeszkadzało w przerywaniu i serwowaniu swoich genialnych oczywiście wniosków. Pamiętam, jak kiedyś usłyszałem, jak taka osoba mówi do dyrektora jednej z dużych instytucji:

— Pozwoli pan, że przerwę, wiem, o co panu chodzi, u pana pracowników przeważa orientacja na ochronę nad orientacją na udostępnianie!

Dyrektor popatrzył zdziwionym wzrokiem, jakby ktoś zaczął do niego mówić w starosumeryjskim. Ekspert jednak był pewny siebie. Co prawda nigdy nie robił szkoleń, nigdy nie zajmował się tego rodzaju instytucjami, nigdy nie miał do czynienia z zarządzaniem, ale co tam: pracował na uczelni!

Nietwórczym ekspertem zostaje się nie dlatego, że ma się sporą wiedzę, ale dlatego, że brak w kimś cierpliwości i ciekawości. Umysł eksperta zbyt szybko się nudzi i aby poradzić sobie ze znudzeniem, zbyt gwałtownie przycina wszystko i wkłada do szuflad.

Pytanie

Co zatem zrobić, by nie stać się tego rodzaju ekspertem (czy domorosłym geniuszem)? Zdobyć się na cierpliwość i nauczyć się wpatrywać bez ruchu, jak sroka w kość, w to, co jest przedmiotem twojej twórczości?

Czy różnica pomiędzy geniuszem a kimś przeciętnym to zdolność do znoszenia nudy i pozostawania w bezruchu?

Nic podobnego. Geniusz nudzi się jeszcze szybciej niż ekspert. Siła jego uwagi nie bierze się stąd, że potrafi przez pięć godzin wpatrywać się w czarną kropkę na białej ścianie. Nieruchoma uwaga nie jest możliwa, niezależnie od tego, czy ktoś jest geniuszem, czy przeciętniakiem. Geniusz (człowiek twórczy) ma coś innego.

Człowiek twórczy ma ciekawość

Albert Einstein mówił:

Nie mam żadnych specjalnych talentów. Jestem tylko namiętnie ciekawy.

Albert Einstein

Tym, czego brakuje nietwórczemu ekspertowi, jest rodzaj wewnętrznej ciekawości. Bez niej człowiek nie jest w stanie utrzymać skupionej uwagi przez dłuższy czas. A ponieważ nie jest w stanie tego robić, nie jest w stanie stworzyć czegoś nowego i cennego.

Ciekawość to nie jest wytrzymałość na nudy. Twórczy trener jest w stanie skupić się przez długi czas na tym, co mówi jego klient, nie dlatego, że jest odporny na nudę. Przeciwnie. Jest na nią mniej wytrzymały niż ekspert i gdyby miał słuchać tego samego, co wiele razy słyszał, przerwałby tak samo szybko. Twórczy aktor jest w stanie przez długie godziny skupiać się nad rolą nie dlatego, że kocha nudziarstwa. Wręcz przeciwnie. Gdyby miał myśleć dokładnie o tym samym, tak samo szybko poszedłby do knajpy.

Długotrwała koncentracja na czymś, co się nie zmienia, jest niemożliwa. Spróbuj patrzeć przez kwadrans na jakiś nieruchomy punkt: obraz się zamaże i przestaniesz go widzieć albo zaczniesz patrzeć na coś innego.

Pod kątem wytrzymałości ekspert nie różni się od twórcy. Różnica polega jedynie na tym, co się dzieje z przedmiotem, na którym skupiamy uwagę. Jak pisze James, w umyśle osoby twórczej „zajmujący ją przedmiot pączkuje, kiełkuje i wzrasta”. W każdej chwili pojawia się coś nowego i od nowa przyciąga uwagę. Pojawiają się nowe skojarzenia, jedno uruchamia drugie, jedno pociąga następne, pojawiają się nowe aspekty i pomysły.

Gdy osoba twórcza ma przygotować szkolenie, słucha swojego klienta tak, jakby po raz pierwszy słyszała o tego rodzaju problemach. Bo owszem, podobne rzeczy już słyszała, ale przecież to jest inne! Inaczej rozłożone są aspekty. Sytuacja nie jest dokładnie taka sama (nigdy przecież nie jest). I właśnie to jest takie ciekawe!

Nietwórczy ekspert patrzy na sytuację jak na nieruchomy obrazek w niskiej rozdzielczości. Jak długo można patrzeć na coś bez ruchu? William James pisze „Wyłącznie w stanach patologicznych umysł opanowuje jedna, wciąż monotonnie powracająca myśl”.

Osoba twórcza z kolei patrzy na to, co ma przed sobą, jak na film akcji w HD, na którym ciągle coś się zmienia, rozwija i przekształca.

Geniusz twórczości ukryty jest w sposobie patrzenia: w uważności i świeżości umysłu pobudzanego wewnętrzną ciekawością. Patrzysz uważniej, widzisz więcej. Dostrzegasz różnice i podobieństwa. Zauważasz więcej skojarzeń, relacji i powiązań.

Nie jest to jednak efekt wyłącznie specyfiki naszego mózgu (choć pewnie też), ale raczej efekt naszych przyzwyczajeń poznawczych. Ciekawości możemy się nauczyć. Rozwijając w sobie zdolność do takiego uważnego patrzenia na świat, równocześnie rozwijamy zdolność do długotrwałego skupienia uwagi oraz zdolności twórcze.

W jaki sposób rozwinąć swoją twórczą ciekawość?

Jest wiele sposobów, by rozwinąć wewnętrzną ciekawość. W notatkach mam:

– zadawaj sobie pytania

– patrz z różnych stron

– poszukaj różnic

– poszukaj podobieństw

– dostrzegaj zmiany

– zmień perspektywę (popatrz z boku, z lotu ptaka, z pozycji żaby, z przyszłości, z przeszłości…)

– poszukaj co w tym nowego

– nie zakładaj z góry, daj się zaskoczyć

– szukaj pustych miejsc

– naszkicuj to, odegraj, zaśpiewaj

– powiększ albo pomniejsz

– zadaj pytanie „A gdyby tak…”

Wiele możliwości, ograniczmy się jednak do trzech podstawowych chwytów, za pomocą których możemy wzbudzić ciekawość. Są to: powstrzymanie, obracanie i odwracanie.

Powstrzymanie ocen

Nietzsche pisze w „Zmierzchu bożyszcz”:

Uczyć się patrzeć — przyzwyczajać oko do spokoju, do cierpliwości, do dopuszczania zjawisk na bliską odległość; uczyć się odraczania rozstrzygnięć, podchodzenia do indywidualnego przypadku ze wszystkich stron i ogarniania szczegółów.

Friedrich Nietzsche

Nietzsche pisze, że tego rodzaju nauka patrzenia to przedszkole dla duchowości. Myślę, że w jeszcze większym stopniu jest to przedszkole dla twórczości.

Gdy na coś patrzysz, twój wygodny umysł podpowiada ci od razu szereg kategorii. „Aha, rozumiem, o to chodzi! Już wiem”.

Przejście do wniosku, znalezienie rozwiązania, podjęcie decyzji — to daje poczucie ulgi. Póki nie osiągniemy tego stanu, czujemy coś w rodzaju wewnętrznego chaosu. „Nie, no, weź, powiedz, o co chodzi! Jakie jest właściwe rozwiązanie? Jak to się poprawnie robi?”.

Paradoks dzisiejszych czasów polega na tym, że z jednej strony chcemy być zawsze wolni, chcemy podejmować zawsze swoje własne decyzje, a z drugiej chcemy zawsze znać poprawną odpowiedź i zawsze czuć pewność. Koniecznym elementem podejmowania własnych decyzji, dochodzenia do własnych wniosków, tworzenia własnych dzieł jest niepewność. Jeżeli masz awersję do niepewności, nie będziesz w stanie do niczego dojść w sposób samodzielny.

Odrocz na chwilę rozstrzygnięcia. Spokojnie. Powoli. Bez pośpiechu. To trochę boli, ale zaakceptuj chaos i brak pewności. Nie przeskakuj do wniosków. Nie porządkuj wszystkiego. Pozwól sobie na bałagan. Zanim wyciągniesz wnioski, otwórz się na temat. Zobacz go z wielu perspektyw. Przyjrzyj się uważnie wszystkiemu, co się dzieje.

Nie śpiesz się. Pierwsze rozstrzygnięcia i pierwsze wnioski zazwyczaj są kiepskie. Te, które pojawiają się po dłuższej obserwacji, bywają ciekawsze i głębsze.

Obracanie tematu

Wspominaliśmy o nudnym zadaniu, z którym nie poradzi sobie nawet geniusz: wpatrywanie się bez ruchu w punkt na ścianie. Jeżeli będziesz to robił przez jakiś czas albo przestaniesz cokolwiek widzieć, albo zaczniesz zerkać na coś innego.

Jak sobie z tym zadaniem poradzić? William James, w swoich pogadankach dla nauczycieli mówi:

Jeżeli zadajesz sobie kolejne pytania dotyczące kropki: jak jest duża, jak daleko się znajduje, jaki ma kształt, jakiego jest odcienia, z czym ci się kojarzy itp. — innymi słowy, jeśli obracasz ją w swoim umyśle, jeśli myślisz o niej na różne sposoby, jeżeli przywołujesz różne skojarzenia — będziesz mógł skupić się na niej przez stosunkowo długi czas. Tak właśnie czyni człowiek genialny, w którego rękach temat ożywa i nabiera blasku.

William James

Dodaje:

Przepis brzmi tak: trzeba ukazywać przedmiot, na którym skupiasz uwagę z coraz to nowej strony, prowokować nowe pytania, słowem zmieniać. Jeżeli chcemy utrzymać skupioną uwagę na jednym przedmiocie, musimy wciąż starać się znajdować w nim coś nowego i rozpatrywać kolejno jego rozmaite aspekty i relacje.

William James

Jeżeli czujesz, że twoja uwaga się rozprasza czy coś cię zaczyna nudzić, poobracaj to w swoim umyśle. Dobrym narzędziem służącym do obracania są pytania. Mogą być one mniej lub bardziej dogłębne, mniej lub bardziej szalone. Oto kilka:

— Czym to się różni od…

— W czym to jest podobne do…

— Co jest w tym nowego, czego wcześniej nie widziałem / czego sobie nie uświadamiałem?

— A gdyby tak…

— Jak bym się czuł, będąc na miejscu…

— Z czym mi się to kojarzy?

— Jakiego rodzaju perspektywy są możliwe?
— Jak by to wyglądało z innej perspektywy?

Warto pamiętać szczególnie o pytaniach dotyczących nowości i perspektywy:

Co jest tym nowego? Czego jeszcze nie widziałem? Myślisz, że dzisiejszy dzień jest taki sam jak wczoraj? Myślisz, że wszystko dostrzegłeś? Rozejrzyj się wokół i poszukaj tam, gdzie jesteś czegoś, na co do tej pory nie zwróciłeś uwagi. Znasz wszystko dobrze? Tym bardziej poszukaj.

Z jakiej perspektywy patrzę? Jak to mogłoby wyglądać, gdyby zmieniała się perspektywa? Miejsce, z którego patrzymy, określa to, co widzimy. Pomyśl, jak wszystko by się zmieniło, gdy zmieniła się sytuacja?

Odwracanie

Czasem nasze skupienie staje się jałowe, nawet gdy dzielnie powstrzymujemy szufladkowanie i obracamy wszystko gorliwie, jak rolnik wilgotne siano na polu za pomocą wideł pytań. Potrzebujemy wtedy krótkiej przerwy. Najlepiej połączyć ją z ruchem i zmianą miejsca. Ożywienie fizyczne stymuluje ożywienie umysłowe.

Idź na spacer, zrób sobie urlop, udaj się w podróż. „Chwila przerwy i ruchu, może cię wyrwać z umysłowego bezruchu”. Idę. Właśnie tego teraz potrzebuję.

Jeden komentarz

Zostaw komentarz