Czy masz jakiś pomysł?

Robert Fritz (amerykański autor, filmowiec i kompozytor), w swojej książce „The path pf least resistance. Learning to become the creative force in your own life” pisze:

Twórca zaczyna od końca. Najpierw pojawia się pomysł, tego, co chce stworzyć. Czasem pomysł jest bardzo ogólny, czasem konkretny. Zanim zaczniesz tworzyć, musisz wiedzieć, o co ci chodzi, co chcesz powołać do życia. Twoja początkowa koncepcja może być klarowna, ale może być też ogólnym, niewyraźnym szkicem. Jedno i drugie się sprawdzi.

Bez pomysłu, czy jakiegoś rodzaju wizji, proces twórczy się nie zacznie i nie wyzwoli się związana z nim energia twórcza. Twoja wizja może się zmieniać, może dostosowywać się do sytuacji, może się rozrastać, albo zwijać; potrzebujesz jej jednak, by coś stworzyć.

Szczera rozmowa z samym sobą: jaki ty w ogóle masz na to pomysł?

Weźmy taki newsletter, który postanowiłem stworzyć. Gdy dałem ogłoszenie, pomysł był taki, by zebrać grupę ludzi i pisać na luzie o rzeczach, które będą mi przychodzić do głowy, gdy myślę o tworzeniu. Jednego tygodnia napiszę o jakimś filmie, drugiego o książce, trzeciego o jakiejś technice i rzecz będzie się kręcić. Wizja była dość ogólna i nie czułem potrzeby, by w nią wchodzić z detalami. Umieściłem post na blogu i czekałem. W końcu przyszedł dzień, który sobie wyznaczyłem jako punkt ostatecznej decyzji.

Zapisało się dwadzieścia osób, czyli dokładnie tyle, ile ustaliłem jako granicę. Gdy będzie mniej osób niż dwadzieścia, mówiłem sobie, zrezygnuję, gdy więcej, pójdę dalej. A tutaj ani to, ani to. Dokładnie na granicy. Tak, jakbym rzucił monetą, a ta stanęła na krawędzi.

Co z tym zrobić? Zaangażować się w pełni, czy nie angażować?

Znasz taki typ człowieka, który podejmuje się czegoś, często z własnej woli, a potem przez cały dzień marudzi: „Po co ja to robię?”, Co ja niby z tego mam?” i  „Dlaczego jestem taki nieszczęśliwy?”. Wyjątkowo wkurzający osobnik. Weź się, najpierw zastanów, oblicz sobie, podejmij decyzję, a jak już się zaangażujesz, nie rób człowieku scen,

Ja znam, bo sam byłem dość długo takim typem. W porywie entuzjazmu i fantazji rzucałem się w coraz to nowe przedsięwzięcia, narzekając potem (i nierzadko oskarżając innych), że mam mnóstwo roboty i niewiele korzyści. Dlatego tym razem nie pozwoliłem sobie rzucić się naprzód, mając za napęd jedynie początkowy entuzjazm i odbyłem ze sobą szczerą rozmowę.

– Kiepsko – mówi połowa mnie – za godzinę pracy, uwzględniając wszystkie koszty i średni czas, jaki poświęcisz na pisanie, dostaniesz 9,60 zł. To dwa razy mniej niż płaca za sprzątanie biura.

– Ale przecież nie tylko o pieniądze chodzi!

– Owszem, ale w takiej sytuacji, w jakiej jesteś, ich brak będzie cię bardzo blokować.

– Ale mi na tym bardzo zależy, bardzo potrzebuję tego tworzenia – mówi druga połowa – Nie mogę tego tak po prostu sobie odpuścić.  

– No to musimy coś wymyślić. Co musiałoby się stać, by wejść w to na całość, bez żalów? Masz jakiś pomysł?

Mój pomysł

Chodziliśmy, dumaliśmy, myśleliśmy i… wpadliśmy na pomysł.

W ciągu najbliższych 3 miesięcy napiszę książkę zatytułowaną „Energia Twórcza”. Jej podtytuł, być może będzie brzmieć: „Skąd czerpać energię, by tworzyć nowe, odważne i cenne rzeczy?”

To nie znaczy, że będę pisać książkę, zamiast newslettera (i np. wysyłać Ci rozdziały). Przez chwilę miałem taką pokusę, ale przekonałem się, że nie da się przełożyć newslettera na książkę w skali jeden do jeden. Z rozdziałów robi się kiepski newsletter, z newslettera są kiepskie rozdziały. Raczej będę pisać jedno i drugie. Jestem jednak pewien, że pomiędzy tymi dwoma rzeczami zajdzie synergia.

Pisanie do Ciebie, a nawet samo myślenie o tym, co do Ciebie napisać, czytanie Twoich komentarzy, nawet samo pamiętanie o tym, że każdego tygodnia będziesz czytać to, co napiszę, będzie niezwykle pomocne w trakcie pisania kolejnych rozdziałów. Pisanie kolejnych rozdziałów sprawi z kolei, że będę bardziej skupiony na poziomie Twojej energii twórczej.

Mam taki konkretny obraz: za jakieś 4 miesiące (powiedzmy 15 września 2021, żeby nie stawiać sobie nierealnych terminów) wyślę Ci, jeżeli tylko wyrazisz ochotę, wydrukowaną książkę z osobistymi podziękowaniami (wersję elektroniczną prześlę Ci bezpłatnie w ramach subskrypcji).

Dlaczego lepiej robić twórcze rzeczy niż nietwórcze?

Nie mam nic przeciw sprzątaniu biur, nie miałbym żadnego obrzydzenia czy poczucia spadającej korony, gdybym to robił. Jestem jednak przekonany, że zdecydowanie bardziej opłaca się wykonywać pracę twórczą za 9,60 zł za godzinę niż nietwórczą za 96 zł za godzinę.

Opłaca się z wielu względów: dlatego, że się bardziej rozwijasz; dlatego, że się dzięki temu lepiej czujesz; dlatego, że docierasz do pokładów siebie, których nawet nie byłeś świadomy, dlatego, że łatwiej ci znieść ten niewygodny fakt, że człowiek jest  istotą śmiertelną itp. Jest tak jednak także i ze względów finansowych (jeżeli w twoim życiu są one ważne).

Gdy wykonujesz nietwórczą, zleconą pracę, sprzedajesz bezpowrotnie swój czas — dostajesz tylko to, co w danym momencie ci zapłacą. Gdy coś stworzysz, możesz później użyć tego na wiele sposobów. Stajesz się autorem, kompozytorem, artystą, wynalazcą itp. Nawet jeżeli nie masz praw autorskich (bo np. odsprzedałeś je wydawnictwu) i tak mnóstwo efektów twojej twórczości zostaje ci w środku (i możesz np. zrobić szkolenia na jakiś temat, zbudować nową firmę, zrobić koncert itp.).

Nawet tak mała wizja daje energię

Moja wizja nie jest jakaś szczególnie barwna czy niezwykła. Ot, taki prosty rodzaj wizyjki: pakuję  w tekturkę (albo do kopert bąbelkowych) niewielkie, 120-stronicowe książeczki, które wcześniej dostałem z drukarni cyfrowej i wysyłam. Ty dostajesz książkę, otwierasz i czytasz, znajdując tam inspirację i jakiegoś rodzaju pomoc.

Jak się czuję, pakując książki? Jestem z siebie zadowolony. Czuję, że udało mi się w twórczy sposób wykorzystać nie tylko moje doświadczenia, lektury i zdobytą wiedzę, ale także moje własne problemy i przeszkody, przed jakimi stanąłem. Dodatkowo oczywiście, mogę sprzedawać te książki. Co teraz czuję, po tym, gdy przeniosłem się do tego momentu?

Energię. Coś, co mnie mobilizuje, co sprawia, że choć jest późna pora i jestem zmęczony, mam ochotę zrobić wszystko, by ten pierwszy newsletter wysłać.

Czasem trzeba się zmusić do wypatrywania

Bywa, że wizja przychodzi sama. Zjawia się nie wiadomo skąd. Czasem jednak człowiek potrzebuje się do niej zmusić.

Viktor Frankl, w swojej książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu” pisze o ludziach, którzy są naprawdę na skraju: zamknięcie, głód, nieludzkie warunki, brutalność. Sam będąc więźniem obozu, Frankl mimo wszystko starał się jakoś pomagać swoim towarzyszom. Starał się, jak pisze „pokrzepiać wewnętrzną siłę” i „przeciwdziałać patologicznemu wpływowi życia obozowego na psychikę”.

Jeżeli jego sposoby były tam skuteczne, o ile bardziej powinny być skuteczne w naszym życiu, wtedy gdy napotykamy trudności, brak nadziei, jakiegoś rodzaju zamknięcie czy braki wiary w siebie.

Co takiego było sednem tych prób przywracania ludziom energii? Frankl pisze, że wszystko sprowadzało się do spoglądania w przyszłość:

Specyfika ludzkiej natury polega na tym, że umiemy żyć tylko wtedy, gdy patrzymy w przyszłość. To jest naszym zbawieniem w najtrudniejszych momentach życia, choć czasem siłą woli musimy się zmuszać do spoglądania przed siebie.

Chodzi o to, by choćby przez chwilę podnieść zgarbione, przygięte do teraźniejszości plecy i popatrzeć w przyszłość, którą możemy stworzyć.

Frankl daje przykład swojego własnego doświadczenia:

Z bólem, który niemal wyciskał mi łzy z oczu (na stopach miałem potworne rany od noszenia podartych butów), kuśtykałem przez kilka kilometrów w długiej kolumnie więźniów zdążających z obozu na miejsce pracy. Smagał nas lodowaty, przenikliwy wiatr, ja zaś nie przestawałem roztrząsać w myślach niezliczonych problemów naszej przygnębiającej egzystencji […] W pewnym momencie zmusiłem swoje myśli do zajęcia się czymś innym. Nagle ujrzałem samego siebie, stojącego na mównicy w jasno oświetlonej, ciepłej i przytulnej auli. Przed sobą widziałem skupione twarze słuchaczy siedzących na wygodnych, miękkich krzesłach. Wygłaszałem dla nich wykład na temat psychologii w kontekście obozu koncentracyjnego. […] Za pomocą tej metody udało mi się wznieść ponad trudne położenie, w jakim się znajdowałem, ponad swoje obecne cierpienia; obserwowałem je z pewnego oddalenia, tak jak się patrzy na coś, co należy już do przeszłości.

Jestem przekonany, że wyjście z wielu trudnych sytuacji, w jakich się znajdujemy, polega na zaangażowaniu się w proces tworzenia. To nie przez przypadek tak wiele dzieł sztuki opowiada o tragediach, rozstaniach, porzuconych miłościach, katastrofach, niepowetowanych stratach. Człowiek tworząc, oswaja piekło, w jakim się znalazł, albo lada chwila może znaleźć.

Gdy tworzenie nie jest ci potrzebne do szczęścia

Tworzenie się opłaca, tworzenie ratuje od szaleństwa. W porządku, a jeżeli doskonale się czuję, jeżeli mogę sobie pozwolić na pracę bez żadnych widoków na wynagrodzenie i jeżeli tworzenie nie jest mi potrzebne do szczęścia? Czy wciąż mogę tworzyć?

Jest taka teoria, że naprawdę tworzyć możesz tylko wtedy, gdy cierpisz, albo przynajmniej czujesz jakiś brak. Myślę jednak, że należy patrzeć na to szeroko. Antoine de Saint-Exupery pisał: „Człowiek nie szczęścia szuka, ale siebie takiego, który jest najbardziej sobą”. Tworząc, stajemy się najbardziej sobą.

I z tych trzech powodów – że mi się to opłaca, że mi to pozwala wyrwać się z przytłoczenia, że w ten sposób staję się bardziej sobą – zamierzam doprowadzić całe moje przedsięwzięcie do końca.

Pytanie do ciebie

Chciałbym, żebyś sobie w najbliższych dniach odpowiedziała / odpowiedział na pytanie:

Czy jest coś, co chciałabyś / chciałbyś stworzyć? Czy masz jakiś pomysł, choćby ogólny tego, co chcesz zrobić? Czy masz jakąś wizję?

Będę się bardzo cieszyć, jeżeli zechcesz się podzielić odpowiedziami także i ze mną. 

Jeżeli masz problem ze znalezieniem odpowiedzi na te pytania, kilka podpowiedzi.

Rozluźnij się

Tym, co w pierwszym rzędzie blokuje zalezienie przekonującej wizji, jest spięcie. Nie potrafię przestać myśleć o problemach i kłopotach. Wciąż szukam ich rozwiązania. Wciąż do nich wracam. Nie mogę spać, nie mogę myśleć.

Aby znaleźć wizję, trzeba zatrzymać ten szalony pościg za problemami. Tworzenie nie jest rozwiązywaniem problemów. Jest raczej radosnym dzieleniem się. Przestań, na jakiś czas szukać rozwiązań. Rozluźnij się. Idź na spacer. Posłuchaj łagodnej muzyki. Pobiegaj. Pogadaj z kimś, kogo lubisz. Zrób medytację. Zastosuj jakikolwiek zdrowy sposób rozluźniania się działający na ciebie.

Pozwól pracować wyobraźni

Jako dzieci używaliśmy wyobraźni na okrągło. Jako dorośli posługujemy się nią znacznie rzadziej. Nie dlatego, że nam się pogarsza (jak np. wzrok), ale dlatego, że mniej jej dowierzamy i za bardzo ją kontrolujemy.

Nie mów mi, że nie jesteś wzrokowcem, każdy jest, niektórzy potrzebują jedynie więcej treningu. Zróbmy krótką rozgrzewkę.

Zamknij oczy i wyobraź sobie wielkie tekturowe pudło, które stoi przed tobą. Gdy je zobaczysz, wyobraź sobie, że je otwierasz. Zaglądasz do środka i widzisz tam drugie, mniejsze pudło. Wyobraź sobie, że je wyciągasz. Teraz otwórz w wyobraźni to drugie pudło. Wyobraź sobie, że znów jest tam pudło, tyle że mniejsze. Stawiasz je przed sobą i uwaga, uwaga, w tym pudle, które zaraz otworzysz, nie będzie już kolejnego pudełka, tylko coś, nie wiesz jeszcze co, co będzie efektem pracy twojej własnej wyobraźni. Zadanie polega na tym, by otworzyć to pudło i zobaczyć co tam jest. Nie masz tego wymyślać. Masz zobaczyć. Obraz pojawi się sam. Gdy już się pojawi, nie wolno ci tego zmieniać (bo np. jest nie dość wyszukane). No to, trzy, czte-ry. Zaglądam i widzę…

Jeżeli ci się udało, możesz pozwolić zmieniać się obrazom. Włóż, to co wyciągnąłeś, z powrotem do pudełka. Gdy je teraz otworzysz, to co tam było, zmieni się magicznie w coś innego. Co to będzie? Otwórz i się przekonaj.

Gdy to ci wyjdzie, możesz przestać korzystać z pudełka i zacząć obserwować przekształcenia. Możesz nie tylko obserwować, ale także w swojej wyobraźni słuchać, dotykać, wąchać, smakować, czuć temperaturę.

Po tej rozgrzewce wróć do wizji. Poszukaj jakiegoś konkretnego obrazu, który łączy się z tym, co chcesz zrobić. Jak mogłoby wyglądać, to co tworzysz? Jak wygląda moment, w którym twoje dzieło jest gotowe? Jaki obraz ci się pojawia?

Rozejrzyj się wokół

Poprzednie ćwiczenia wymagały zamknięcia oczu, ale wizja nie powstaje wyłącznie przy zamkniętych oczach. Wręcz przeciwnie. W jej poszukiwaniach warto się rozglądać.

Twórcza wizja rodzi się ze spotkania. Spotkanie może zajść wewnątrz ciebie (może być efektem wspomnienia, myśli, odczucia), ale może być też efektem kontaktu ze światem. Takie spotkanie opisuje psycholog Rollo May w książce „Odwaga tworzenia”:

Cézanne widzi drzewo. Artysta doświadcza uczucia, które bez wątpienia określiłby słowami „drzewo mną owładnęło”. Monumentalny ogrom, rozłożystość, delikatna równowaga – te i inne cechy drzewa Cézanne postrzega swymi zmysłami, odczuwa całym systemem nerwowym. Są to fragmenty wizji, której doświadcza.

Twórcza wizja jest efektem spotkania głęboko świadomego człowieka ze światem, mówi Rollo May. Gdy Cézanne namaluje to, co zobaczył, zmieni sposób patrzenia osób, które uważnie wchłoną jego dzieło. Te osoby nie będą już patrzyły na drzewa w taki sam sposób jak dotychczas. Malarz stworzył nowy widzenia, wszystko jednak zaczęło się od jego własnej wizji, od tego, że z uwagą rozejrzał się wokół.

Gdy nawiążesz kontakt ze swoim wnętrzem i otworzysz oczy, doświadczysz wielu spotkań, których efektem może być wiele wizji wartych zrealizowania. Trzeba tylko z uważnością patrzeć, słuchać, doznawać.

Opowiedz o swoim pomyśle

Opowiedz o swoim pomyśle, choćby sobie samemu. Opowiadając, spróbuj dokończyć jedno ze zdań:

– To, co naprawdę chciałbym stworzyć, to…

– To, naprawdę chcę powiedzieć / stworzyć / napisać / namalować to…

– To, na czym mi naprawdę zależy to…

Zaakceptuj niekonkretność wizji

Nie jest najważniejsze, by mieć konkretną, klarowną wizję. Tak mówi całkiem spora grupa fanów pozytywnego myślenia, ale to nie jest prawda. Szkoda tracić czas i rozpęd na drobiazgowe ukonkretnianie wizji. I tak po drodze wszystko się zmieni. I tak nigdy nie jest tak, jak sobie człowiek na początku wymyśli. Nie chodzi o to, by wizja była drobiazgowa i klarowna, chodzi o to, by za nią podążać (nawet, jeżeli jest jak rozedrgane powietrze).

Jeżeli wizja jest konkretna, nie ma problemu. Ale nie martw się, nawet gdy nie masz rozedrganego powietrza. Wystarczy być po drodze wrażliwym i co pewien czas nasłuchiwać. Jak powiedział kompozytor Karlheinz Stockhausen: „Potrzebujemy zamknąć na chwilę oczy i słuchać. W powietrzu zawsze jest coś nieusłyszanego”. Wystarczy, że będziesz co pewien czas nasłuchiwać tego, a coś się pojawi.

Zostaw komentarz