Cierpliwie

Jestem osobą niecierpliwą. Gdy coś robię i nie mogę od razu zobaczyć efektów, zniechęcam się. Jeżeli pomiędzy wysiłkiem a rezultatem jest sporo oczekiwania, moja motywacja do wysiłku spada. Być może niecierpliwość jest cechą mojej osobowości (jestem raczej cholerykiem, nie mam wiele z flegmatyka). Być może jest to efekt braku umiejętności (gdy byłem dzieckiem, wiele rzeczy przychodziło mi zbyt łatwo). Być może jednak to również efekt obecnych czasów.

Nasz świat jest tak skonstruowany, że natychmiastowość i błyskawiczne rezultaty są czymś domyślnym. Błyskawiczne zupki, dania z kuchenki mikrofalowej, błyskawiczna kawa, błyskawiczne sposoby komunikowania się, błyskawiczne połączenia lotnicze, błyskawiczna dostawa towaru, błyskawiczna obsługa klienta. Czekanie to niemal zbrodnia, coś, czego trzeba się wstydzić i za co trzeba się tłumaczyć.

Co pewien czas dostaję maile od moich czytelników. Zauważyłem, że gdy zareaguję w ciągu dwóch, trzech godzin od wysłania wiadomości, nawiązuje się rozmowa. Gdy jednak odpowiem trzy dni później (tłumacząc się, że nie sprawdzam maili codziennie albo że musiałem ponosić się z tym, co napisać) rzadko dostaję odpowiedź zwrotną. Nie winię osoby, do której napisałem. Doskonale rozumiem, że znalazła się już gdzieś indziej niż była, w chwili, gdy wysyłała list. Życie nie trwa w bezruchu.

Świat porusza się tak szybko, że nawet jak nic nie robisz, po chwili trudno poznać otoczenie i przypomnieć sobie co to za gość do mnie napisał. Nauczyłem się zatem zasady: albo odpowiadam natychmiast, albo wcale, nie wystawiając cierpliwości innych na próbę.

Bez pociągów pośpiesznych

Świat nie zawsze był pociągiem pośpiesznym. Gdy byliśmy rolnikami (a wcześniej łowcami i zbieraczami), nic nie było natychmiastowe. Łowca musiał cierpliwie podążać za zwierzem i godzinami czaić się bez ruchu. Zbieracz przemierzał kilometry (przeciętnie ponoć 30 kilometrów każdego dnia), wierząc, że gdzieś tam, wiele godzin drogi dalej, czeka na niego garść smacznych korzonków.

Jeszcze więcej cierpliwości wymaga rolnictwo. Gdy wrzucasz nasiono do ziemi, przez długi czas nic się nie dzieje. Podlewasz, doglądasz, a ziemia wciąż jest taka sama. Możesz mieć tylko nadzieję, że w środku coś się dzieje, Że nasionko, które włożyłeś i podlałeś, powoli przebija się na powierzchnię. Jest nieco lepiej, gdy wreszcie, po jakimś czasie spośród czarnych grud, wychyla się nikły kiełek. No ale przecież w nie uprawia się kiełków w ziemi. Roślinę trzeba plewić, podlewać, chronić przed szkodnikami. Mijają dni i tygodnie, wciąż jest jakaś roboto do zrobienia, ale żadnych kwiatów ani owoców.

Bez mikrofali

Tworzenie nie przypomina przyrządzania zupki błyskawicznej, czy robienia popcornu w kuchence mikrofalowej. To zajęcie, które wymaga cierpliwości. Nie mniejszej niż ta, którą ma osoba pracująca w ziemi. Wiele osób wycofuje się, gdy ich dzieło jest w fazie roślinki z niewykształconymi w pełni liśćmi, bez kwiatów i zdecydowanie bez owoców. „Wystartowałem, wkładałem wysiłek, starałem się, poprawiałem, zmagałem się — a tu wciąż nic z tego! Lepiej będzie, jeżeli zajmę się czymś innym, to przecież tylko strata czasu!”.

Być może nasionko, od którego zacząłeś, jest popsute (zdarza się, niektóre z nasion tracą zdolność kiełkowania, szczególnie gdy były źle przechowywane). Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że po prostu potrzebna jest cierpliwość. Być może potrzebujesz przyjąć perspektywę rolnika — kogoś, kto nie oczekuje błyskawicznych natychmiastowych rezultatów, ale spokojnie czeka, aż dziejące się wewnątrz procesy ukażą się na zewnątrz.

Zdarzają się procesy twórcze fast (lub nawet instant). Zaczynasz coś robić, błyskawicznie dochodzisz do cennych rzeczy i szybko odnosisz sukces. „Usiadłem, porwało mnie natchnienie, napisałem i to było to!”.

Każdemu się zdarza. W porządku, jeżeli nie zamierzasz powtarzać. Jeżeli jednak chciałbyś stworzyć coś jeszcze, zbyt łatwy i szybki sukces, często robi z człowieka dyletanta.

Moją pierwszą książkę napisałem dość lekko w trzy miesiące, kupiło ją pierwsze wydawnictwo, do którego wysłałem propozycję, w ciągu dwóch pierwszych miesięcy sprzedała się w dwóch tysiącach egzemplarzy. Mam o ten sukces żal. Za łatwo poszło. Gdy następne książki trafiły na mur, byłem niecierpliwy i w efekcie bezradny.

Częścią rozwoju twórcy jest budowanie w sobie cierpliwości

Szczęście nowicjusza jest przyjemne, ale ciężko je powtórzyć. Częścią rozwoju twórcy jest budowanie w sobie cierpliwości. Bez niej możesz być co najwyżej utalentowanym amatorem. „Zagraj to jeszcze raz, Sam” (tytuł filmu Woody Allena, odwołującego się do „Casablanki”) to sprawdzian dyletantyzmu twórczego.

Jak się z niego wyrwać? Nauczyć się cierpliwości. Nieważne czy tworzysz książki, piosenki, startupy, obrazy, szkolenia, czy makatki. W prawdziwym tworzeniu nie ma mikrofalówek ani potraw gotowych w trzy minuty. Jeżeli chcesz coś naprawdę zrobić, jedyne podejście to „slow cooking”, do którego potrzeba mnóstwo samozaparcia.

Gdy przychodzi zima

Cierpliwość jest niezbędna nie tylko wtedy, gdy zaczynasz. W takim samym stopniu potrzebujesz jej, gdy nie jesteś już nowicjuszem i dopracowałeś się owoców.

Co jakiś czas, przychodzi zima. Z twoich wspaniałych drzew owocowych spadają liście, a wśród konarów zaczyna nucić swoje smętne przyśpiewki zimny wiatr. Zimowy ogród wydaje się martwy. Mało światła, krótki dzień, brak kolorów.

Co za marnotrawstwo! A może by tak nieco podkręcić klimat (tylko na zimę) i zamiast zrzucania liści, zmusić drzewa, by jeszcze raz zakwitły i jeszcze raz dały owoce? Moglibyśmy w ten sposób mieć dwa, trzy razy większe zbiory!

Niestety nie. Wiele roślin wymaga okresu przechłodzenia. Jeżeli temperatura nie spadnie, nie zajdzie proces wernalizacji i roślina na wiosnę nie zakwitnie. Z tego powodu jabłka są rarytasem w ciepłych krajach. Przeciętna jabłoń wymaga 500-1000 godzin przechłodzenia (z temperaturą poniżej 6℃). W tropikach jest to możliwe tylko wysoko w górach.

Zima nie jest dla roślin usterką, ale tak samo ważnym okresem, jak każda pora roku. Bez niej, bez jej pozornej jałowości, bez jej pozornego bezruchu, nie będzie wiosennej eksplozji kwiatów, a potem letniej obfitości owoców.

Podobnie jest w przypadku tworzenia. Są okresy wiosenne — czas pomysłów, natchnienia, improwizacji. Są okresy letnie — pora radości, lekkości, optymizmu i postępów. Jest czas jesieni — gdy twoje wysiłki nagradzane są owocami. Są jednak także i okresy zimowe. Jest czas, gdy masz wrażenie, że z tego wszystkiego nic nie będzie, że wszystkie twoje wysiłki są jałowe, że się nie nadajesz, że nie masz dość kreatywności, mądrości, czy talentu.

Właśnie w takich chwilach potrzebna jest cierpliwość. Taka cierpliwość, jaką ma ogrodnik, który widząc drzewo tracące liście, nie przeraża się, nie niepokoi, nie denerwuje i nie obmyśla, czy nie lepiej ściąć wszystko w cholerę, sprzedać na opał a na miejscu jabłoni posadzić coś wiecznie zielonego.

Jego cierpliwość bierze się ze znajomości przyrody. Nie po raz pierwszy widzi zimę. Doskonale rozumie, że bez okresu jałowego, bez schłodzenia nie będzie radosnej wiosny. Jego postawę trudno nawet nazwać cierpliwością. To przecież oczywiste. Tak jest, było i póki świat na skutek ocieplenia klimatu nie zmieni się w pustynię, tak będzie.

Pamiętaj o porach roku, gdy coś tworzysz. Szczególnie wtedy, gdy zaczynają cię nachodzić pytania w rodzaju:

— A co, jeżeli ta pustka, którą czuję w sobie, jest stanem normalnym? Jeżeli to, co do tej pory mi się udało, było tylko wypadkiem przy pracy? A co, gdy pomysły, natchnienie, intuicja, nigdy nie wrócą?

To, czy okres chłodu (ciszy, pustki, znudzenia, zniechęcenia, jałowości) okaże się końcem i normą, czy też jedną z pór wiecznie obracającego się koła życia, zależy także od ciebie.

Jeżeli założysz, że to koniec i norma, możesz w ten sposób zablokować zmianę pór. Jeżeli jednak potraktujesz ten czas w sposób świadomy, gdy minie — rozkwitniesz. Czasem im dłuższa zima, tym kwiaty piękniejsze.

Nie kładź zatem na sobie krzyżyka. Pielęgnuj swój ogród, nawet gdy hula w nim wiatr. Nie opuszczaj go, aż pojawią się w nim kwiaty i owoce.

Jak to ujął Jan Kochanowski:

Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć sie kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Patrzaj teraz na lasy,
Jako prze zimne czasy
Wszystkę swą krasę drzewa utraciły,
A śniegi pola wysoko przykryły.

Po chwili wiosna przyjdzie,
Ten śnieg z nienagła zéjdzie
A ziemia, skoro słońce jej zagrzeje,
W rozliczne barwy znowu sie odzieje. 

Praca w poziomie i praca w pionie

Przeczekanie zimy wymaga uporu. Niestety, inaczej niż w przypadku prawdziwego ogrodu, nie możemy usiąść przy kominku, popijając cydr z zeszłorocznych jabłek. Zima twórcza wymaga znacznie większego wysiłku niż zejście do piwniczki po kolejną butelkę.

Zacząłem pisać książkę, ale trafiłem na trudny moment. Niechęć, załamanie, dołek. Myślę: „Na pewno to nie był dobry temat. Pewnie coś źle ująłem. Nic w tym nie ma. Nie ma co się tak dalej męczyć. Lepiej zacząć coś innego”.

Jerzy Grotowski mówił, że możemy pracować w bok (w poziomie), przenoszą się jak turysta od jednej ekscytacji do drugiej, albo w pionie, jak ktoś, kto kopie studnię, czy buduje katedrę.

Moim pierwszym odruchem jest praca w poziomie. Zamiast przebić się przez twardą, czasem skalistą warstwę, zaczynam kopać obok. Gdy nie umiem skończyć jednej książki, zaczynam pisać następną.

Gdy coś ci nie idzie, zacząć na nowo jest wspaniałym uczuciem: „No bosko! Wreszcie łopata idzie jak złoto. No wreszcie! No właśnie to kocham! Właśnie tego szukam, w całym tym tworzeniu!”.

Mija jednak trochę czasu (pojawiają się jakieś niewielkie owoce, dwa, trzy skończone rozdziały, dobry wstęp) i okazuje się, że łopata znowu trafia na skałę. Znowu wszystko zwalnia. Pojawia się znudzenie, kryzys, temat się przejada.

Raz już znalazłem wyjście z tej sytuacji. Czułem się zablokowany, a potem znowu była radość tworzenia. Co takiego zrobiłem? Moja psychika doskonale pamięta. Przeniosłem się obok. Zacząłem kopać nową dziurę. Znowu ogarnęła mnie gorączka pierwszej wersji. Znowu było natchnienie. Czy tym razem uda mi się dotrzeć do wody? Na pewno! Przecież wszystko jest takie lekkie, ożywcze i optymistyczne!

Potrafimy tak się oszukiwać przez całe życie. Zostawiamy za sobą wielkie pole podziurawione nigdy nie ukończonymi, suchymi studniami (nie pytaj, proszę, ilu książek nie ukończyłem, choć pracowałem nad nimi co najmniej kilka tygodni).

Są ludzie, którzy ciągle żałują, że nic nie zrobili z pomysłem. „Miałem pomysł na Facebooka, tylko Zuckerberg mnie uprzedził”, „Miałem pomysł na Harrego Pottera, gdybym tylko się za to zabrał!” — wzdychają. To żałosne. Równie żałośni (albo nawet bardziej) są ludzie, którzy zrobili pierwszy krok, włożyli w realizację pomysłu sporo energii, a następnie, gdy przyszło ochłodzenie, wycofali się. Poddali się przy pierwszym oporze. Byli zbyt niecierpliwi, porywczy, za bardzo męczliwi, by zmierzyć się ze skałą albo choć twardym gruntem.

Jeżeli to, co tworzysz, ma mieć jakąś wartość, przygotuj się na to, że w którymś momencie łopata zazgrzyta i będzie ciężko.

I nie chodzi o to, że masz poświęcić życie, spalić się na popiół, nic nie zostawić z siebie. Jest akurat odwrotnie. Osoba cierpliwa, pracująca w głąb, przebijająca się przez trudne momenty, tylko pozornie zużywa więcej energii. Patrząc z dystansu, używa jej znacznie mniej, niż ktoś, kto wciąż szuka ulgi. Wykopanie dziesięciu studni do połowy, zabiera więcej czasu i energii niż wykopanie jednej, ale do wody.

Ile masz porzuconych projektów? Z ilu się wycofałeś, bo się zniechęciłeś bez wyraźnego powodu? Bo przestałeś w nie wierzyć, choć nie stało się nic, co by obiektywnie zmieniło sytuację? Bo skusiło cię coś świeżego?

Jeżeli chcesz stworzyć coś cennego, potrzebujesz nauczyć się pracować w pionie. Zamiast przenosić się tam, gdzie jest łatwiej, gdzie panuje wiosna, wytrzymywać mróz i brak światła.

Spokój

Cierpliwość, jak mówi słownik PWN, to: „zdolność do znoszenia ze spokojem rzeczy przykrych”.

W przypadku tworzenia jest wiele rzeczy przykrych: publikujesz i nikt cię nie docenia;  piszesz, ale wciąż nie jesteś zadowolony; wysyłasz ofertę, ale nikomu się nie podoba;  próbujesz cos zagrać, ale wciąż się mylisz; wpadasz na pomysł, ale wszyscy mówią, że tego nie da się zrobić… można wyliczać bez końca. Gdy tworzysz, lepiej przygotuj się na przykrości.

Jednak cierpliwość to nie tylko wytrzymałość na przykrości. Jej ważnym elementem jest także spokój.

Człowiek niecierpliwy jest nerwowy, szybki, porywczy, gwałtowny. To ktoś, kto spala wiele energii, wciąż jest napięty, porusza się od wybuchu do bezruchu i znów do wybuchu; który albo się śpieszy, albo nie ma siły ruszyć palcem u nogi.

Thomas Richard, aktor współpracujący z Jerzym Grotowskim, w swoich wspomnieniach* pisze, że dla Grotowskiego niezbędnym warunkiem pracy twórczej była cierpliwa, wnikliwa praca. Według niego artysta: „Powinien rzetelnie wykonywać wszystkie drobne prace, bez pośpiechu, jedna po drugiej. Powinien pracować, jak stary chłop w czasach, gdy nie było maszyn. Gdy widzimy, jak pracuje stary gospodarz, może wydawać się nam, że jest powolny. Nieopodal pracuje ktoś młodszy i sądzimy, że to on, ze swoim szybkim i szarpanym rytmem, prędzej skończy pracę. Młodzieniec śpieszy się, ale pod koniec dnia widzimy, że to stary człowiek zrobił więcej — wolno i bez przerwy, wykonując jedno zadanie po drugim. Stary chłop wie z doświadczenia, że pracując bez przerw i w stałym rytmie spala mniej energii, niż ciągle zatrzymując się i zaczynając na nowo. Powinien znaleźć taki rytm pracy, w którym każdy ruch jest oszczędny i nic się nie marnuje”.

Optymalna prędkość

Człowiek niecierpliwy jest jak samochód prowadzony przez kiepskiego, nieoszczędnego kierowcę. Na zielonych światłach zrywa się z piskiem opon, przez kilka sekund jedzie na najwyższych obrotach, tylko po to, by przed następnymi światłami gwałtownie zahamować i zostać dogonionym. Znowu start i znowu szarpnięcie do przodu, znowu litry spalonego paliwa, znowu kilka sekund szybkiej jazdy, hamowanie i długie minuty bezczynnego czekania.

Człowiek cierpliwy porusza się jak samochód prowadzony przez oszczędnego kierowcę. Rusza powoli, płynnie, po drodze nie rozpędza się do maksymalnej szybkości, ale jedzie z taką szybkością, by nie wgniatać hamulców przed następnymi światłami i płynnie je pokonać. Dzięki takiemu stylowi jazdy spalamy znacznie mniej paliwa, mniej eksploatujemy pojazd oraz mniej narażamy się na wypadki.

Można dyskutować, czy szarpana jazda samochodem po mieście jest fajna. Niektórym dostarcza tyle radochy, że godzą się na wszystkiej jej koszty. Sam nie lubię takiej jazdy, ale w porządku, rozumiem. Jednak tworzenie w takim stylu nie ma większego sensu. Nie jesteś samochodem, który może zajechać na stację benzynową i uzupełnić paliwo. Jeżeli twoje działanie będzie składać się z wybuchów i przestojów, szybko zostanie w tobie jedynie popiół.

Zwolnij zatem, nie pracuj do oporu, do ostatniego oddechu, gdy masz już dość. Dzięki temu na dłużej wystarczy ci energii.

To jednak wcale nie znaczy, że masz wszystko robić powoli, bez zaangażowania.

Drugi rodzaj kiepskiego kierowcy to emeryt (niekoniecznie staruszek), który rusza powolutku, a potem jedzie na drugim biegu, zmuszając wszystkich do omijania go i który spóźnia się na zielone światło. Zbyt wolna jazda jest tak samo nieefektywna, jak zbyt szybka.

Znajdź swoje i tylko swoje tempo

Być osobą cierpliwą, to znaleźć swoje własne tempo, takie, które pozwala zachować energię na jak najdłuższy czas. Marek Krajewski (autor kryminałów) w jednym z wywiadów mówi: „5 godzin i 43 minuty. Tyle dokładnie wynosi czas mojej codziennej pracy. Wynika z moich obliczeń dotyczących tzw. złotej proporcji, czyli czasu efektywnej aktywności”.

Dla mnie to zdecydowanie za dużo. Po 5 godzinach pisania (nie wliczając w to przerw) następnego dnia jestem dętka. Z doświadczenia wiem, że gdy zmuszę się do sześcio— siedmiogodzinnej pracy, następnego dnia będę w stanie pisać nie więcej niż przez godzinę, dwie. To z kolei jest zdecydowanie za mało. W takim czasie nie jestem w stanie się rozkręcić. Staram się zatem pisać każdego dnia pomiędzy 3 a 4 godzinami.

Kierowanie się proporcjami, obliczeniami, czy tym, co robią inni, nie ma wiele sensu. Swój optymalny, najbardziej cierpliwy rytm można znaleźć, tylko wypróbowując go na sobie.

To samo dotyczy tego, ile chcesz zrobić w trakcie tego czasu (stron, telefonów, kodu, grafik itp.). To samo dotyczy tego, jak dobry chcesz być, przez ile osób chcesz być znanym, jakie osiągnięcia chcesz uczynić swoimi.

Brak cierpliwości często jest efektem niepotrzebnie wyśrubowanych oczekiwań. Jeżeli zdarzyło ci się obsługiwać klientów, dobrze wiesz, że ludzie nie denerwują się dlatego, że muszą na coś czekać pięć, czy dziesięć minut. Niecierpliwią się dlatego, że spodziewali się pięciu minut, a sprawa zajęła siedem. Jeżeli ich uprzedzisz, że w ich sprawie trzeba poczekać dziesięć minut, będą szczęśliwi, gdy załatwisz ich w ciągu siedmiu. Tracimy cierpliwość, gdy nasze oczekiwania są różne od rzeczywistości. Gdy „tak powinno być” odbiega od tego „tak jest”. Mamy wtedy poczucie utraty kontroli nad życiem i niecierpliwie chcemy ją odzyskać.

Podniesiesz poziom swoje cierpliwości, gdy zrewidujesz oczekiwania, jakie masz wobec siebie. Im bardziej będą realne, tym więcej znajdziesz w sobie spokoju.

Czy człowiek ma się powiesić, tylko dlatego, że należy do rasy Pigmejów? Czy zamiast tego nie powinien się stać możliwie największym Pigmejem? Niech każdy pilnuje swojego nosa i stara się być tym, kim został stworzony.

Henry D. Thoreau

Marek Krajewski jest gigantem. Gdybym go chciał naśladować, zarówno pod względem czasu pracy, sukcesów i jakości pisania, nie miałbym dla mojego pisania krztyny cierpliwości. Wyszedłbym przy nim na Pigmeja. Jak pisał Henry D. Thoreau**: „Niektórzy bębnią nam w ucho, że my, ludzie współcześni jesteśmy intelektualnymi karłami w porównaniu z ludźmi żyjącymi w starożytności czy w epoce elżbietańskiej. Lepszy żywy pies aniżeli martwy lew. Czy człowiek ma się powiesić, tylko dlatego, że należy do rasy Pigmejów? Czy zamiast tego nie powinien się stać możliwie największym Pigmejem? Niech każdy pilnuje swojego nosa i stara się być tym, kim został stworzony. Dlaczego mamy z takim pośpiechem pędzić ku sukcesom, czy podejmować rozpaczliwe przedsięwzięcia? Jeżeli człowiek nie dotrzymuje kroku swoim towarzyszom, może dzieje się tak dlatego, że słyszy dźwięki wybijane przez innego dobosza? Przeto niechaj kroczy w jego rytm”.


* Thomas Richards (2003) Pracując z Grotowskim nad działaniami fizycznymi. Kraków: Homini.

** Henry D. Thoreau (1991) Waleden czyli  życie w lesie. Warszawa: PIW, str. 383

Zostaw komentarz