A co, gdy mi zupełnie nie wyjdzie?

To, co napisałem w tym tygodniu to jedna wielka porażka. Na pisanie poświęciłem jakieś dwadzieścia godzin. Rozrysowałem ponad dziesięć schematów, kolejne wersje, kolejne kopie, kolejne lektury, prawie trzydzieści stron tekstu… i jedna wielka porażka. To nie to. Nie to chciałem napisać, nie to chciałem pokazać, nie o tym chciałem opowiedzieć.

Myślałem, że jestem już w stanie pisać tekst za tekstem. Nie, żeby wychodziły mi doskonałe rzeczy, ale wystarczy, by były w miarę dobre i pisane w miarę rytmicznie. Już szedłem do przodu. A tu takie rozczarowanie! W cholerę z tym wszystkim. Dlaczego choć raz nie może mi wyjść coś, tak jak zamierzałem?

Skąd się biorą porażki i jak sobie z nimi radzić?

Odpowiedź jest prosta: Bo na tym polega tworzenie. Tworzenie opiera się na tym, że popełniamy błąd za błędem, a nawet, gdy nie popełniamy błędów, to i tak wciąż jesteśmy niezadowoleni.

Czasem we większym stopniu, czasem mniejszym, ale niezadowolenie z tego, co się zrobiło, jest znakiem rozpoznawczym twórcy. Znakiem, który pozwala odróżnić grafomana od człowieka, który ma coś do powiedzenia.

Susan Sontag pisała, że pisarz to „profesjonalista niezadowolenia” — bo przecież zawsze można coś powiedzieć lepiej, prościej, mocniej. Zawsze można coś trafniej ująć, pokazać, ustawić, czy poprowadzić.

Nie tylko pisarz, każdy twórca jest profesjonalistą niezadowolenia. Być niezadowolonym z tego, co się zrobiło to profesja.

Ostatnio przeczytałem, że warunkiem bycia osobą wierzącą jest zdumienie, poczucie tajemnicy i cudowności. Trzeba mieć w sobie pewien zestaw emocji i specyficzny sposób patrzenia na świat. Podobnie jest w przypadku osoby twórczej. Potrzebne jest ciągłe poczucie niezadowolenia z tego, co się robi.

Czy nigdy nie można być zadowolonym? Można. Co jakiś czas człowiek czuje, że nie spudłował, że — jak pisał Shakespeare w „Śnie nocy letniej” — „domysł nieznanych rzeczy w kształt oblókł i zwiewne nicości przyszpilił nazwą”. Jednak, gdy udaje ci się to przez cały czas, gdy idziesz od sukcesu do sukcesu, znaczy to tyle, że się nie rozwijasz. Wyzwania, jakich się podejmujesz, są zbyt małe i tkwisz w stagnacji.

Zależy ci na rozwoju? Zależy ci na tym, by robić ważne rzeczy? Lepiej przygotuj się na serię ciągłych porażek.

Rollo May w „Odwadze tworzenia” pisze „Ta fundamentalna sprzeczność, która wynika z beznadziejnej rozbieżności pomiędzy koncepcją a realizacją, tkwi u podstawy każdej artystycznej twórczości i tłumaczy udrękę, która zdaje się być nieodłącznym składnikiem twórczego doświadczenia”.

Jeżeli się starałeś, nie oszczędzałeś się, robiłeś, co się dało — a mimo to, czujesz, że to nie to — to znak, że tworzysz.

Proces tworzenia jest zasadniczo procesem ciągłych porażek i błędów. Samuel Beckett pisał w Worstward Ho (Hej na dno, jeden z ostatnich kawałków prozy): „Który to już raz. I zawsze to samo. Próbować. Pudłować. Trudno. Spróbować jeszcze raz. Spudłować jeszcze raz. Spudłować lepiej”. (przekład Antoniego Libery).

Który to już raz. I zawsze to samo. Próbować. Pudłować. Trudno. Spróbować jeszcze raz. Spudłować jeszcze raz. Spudłować lepiej.

Samuel Beckett

Porażki są nieodłącznym elementem tworzenia, jednak to, że je odnosisz, nie wystarcza do tego, by uznać cię za twórcę. Liczy się, co z nimi robisz.

Spróbuj jeszcze raz

„Spróbować jeszcze raz. Spudłować lepiej.” — to podstawowa zasada, gdy coś ci nie wyszło.

John Clesse w doskonałym wykładzie (tekst, wideo) na temat kreatywności mówi, że zawsze zastanawiało go, dlaczego jeden z członków grupy Monty Python, choć bardziej od niego utalentowany, nigdy nie tworzył scenariuszy tak oryginalnych, jak jego. Zrozumiał to po serii obserwacji tego, jak jego kolega pracował. Gdy człowiek ten napotykał jakiś problem, czy trudność, dość szybko znajdował rozwiązanie, które przyjmował. Robił tak, mimo że wiedział, że rozwiązanie to nie jest zbyt oryginalne. „Natomiast gdy ja byłem w takiej samej sytuacji” — mówi Cleese — „chociaż bardzo kusiło mnie, żeby pójść na łatwiznę i skończyć o piątej, po prostu nie mogłem. Siedziałem nad problemem jeszcze godzinę i kwadrans, co w końcu prawie zawsze kończyło się wymyśleniem czegoś bardziej oryginalnego. To było takie proste. Moja praca była bardziej twórcza niż jego po prostu dlatego, że byłem gotowy wciąż próbować”.

Każdy doświadcza dyskomfortu i niepokoju, gdy staje przed jakimś problemem, a to, co wymyślił, nie do końca mu pasuje. Osoba twórcza to ktoś, kto mimo tego niepokoju i dyskomfortu jest w stanie działać dalej.

Zaangażuj się

Nie chodzi jednak tylko o to, by próbować jeszcze raz, posiedzieć sobie jeszcze przez tych pięć kwadransów.

Spróbuj jeszcze raz i choć wiesz, że znów może ci nie wyjść, rób to tak, jakby właśnie tym razem miało być zupełnie inaczej. Z pełnym skupieniem, zaangażowaniem i energią.

Bądź bardziej skupiony niż ostatnio. Bardziej wyciszony. Bardziej rozluźniony. Bardziej zaangażowany. Bardziej oddany.

Rollo May opisuje zmagania rzeźbiarza i malarza Alberto Giacomettiego. Artysta, każdego dnia od nowa, zaczynał jakby od zera, tak jakby „rzeźba, czy obraz, nad którym w danym momencie pracował, miał być tym, w którym po raz pierwszy uda mu się wyrazić, to czego subiektywnie doświadcza w reakcji na obiektywną rzeczywistość”.

Po porażce dobrze jest zacząć na nowo od rana, „jak Penelopa z Homerowej *Odysei” — *pisze Jerry Saltz — „która cały dzień tka swoją kompozycję, czerpiąc natchnienie z banku swoich mitów, opowieści obaw, domysłów, lęków i osobistych przekonań, po czym budzi się następnego ranka i wszystko rozplata, zmienia, naprawia, ulepsza lub z determinacją demontuje”.

Gdy czujesz się porażką, zatrzymaj się na chwilę, zobacz, gdzie jesteś. Jeżeli masz pustkę w głowie; jeżeli czujesz, że to wszystko bez sensu; że nie nadajesz się do tego absolutnie — zrób przerwę. Odpocznij, idź na spacer, prześpij się, a potem wstań i zacznij od nowa.

Prawdziwa porażką

Miarą sukcesu, gdy tworzysz, nie jest efekt, ale proces. Jeżeli pracowałeś z pełną energią i zaangażowaniem, nawet gdy nie masz co pokazać, nie odniosłeś porażki. Jedyny sposób na to, by odnieść prawdziwą porażkę, to być biernym. Przestać próbować. Wycofać się, zrezygnować, odpuścić, nie zacząć rankiem od nowa, jak Penelopa.

Nie chowaj swoich porażek do szuflady

Spalić, wyrzucić, rozbić. To duża pokusa. Zrób coś innego: podziel się swoimi porażkami. Wyjdź z nimi do świata.

To będzie śmieszne? No to się pośmiejemy!

Zagmatwane? No to się zagmatwajmy.

Beznadziejne? To najwyżej ktoś się poczuje lepszy ode mnie.

Próbuj, zaczynaj od nowa, ale także dziel się tym, co ci wychodzi.

Pema Cziedryn, mniszka buddyjska, opowiada w jednej ze swoich książek o klasztornej kucharce, która postanowiła upiec czekoladowe ciasteczka. Pieczenie może być rodzajem medytacji. Trzeba się skupić, rozluźnić, być w pełni obecnym. Tego jej brakowało. Coś poszło nie tak. Ciasteczka się spaliły. Była zła, rozgoryczona i nieszczęśliwa. Nic jej w życiu nie wychodziło, nawet głupie ciasteczka! Ze złości chwyciła płaszcz, nie wiedzieć czemu wcisnęła kilka z nich do kieszeni. Szła wiejską drogą ze zwieszoną głową, pogrążona w rozczarowaniu.

W którymś momencie podniosła wzrok i zobaczyła zbliżającego się lisa. Zatrzymała się bez ruchu. Lis podbiegł, stanął wyczekująco kilka kroków przed nią. Powoli sięgnęła do kieszeni i położyła ciastko na drogę. Lis ostrożnie podszedł. Zjadł ciastko i odszedł.

Chciałem napisać coś, co będzie pomocne, świeże i odkrywcze. I często, tak jak w przypadku kucharki, niewiele z tego wychodzi. Zamiast pachnącego, lubianego przez wszystkich ciasteczka, zwęglony suchar. Ech, dopiero teraz życie jest do niczego!

Czasem i zwęglony suchar pomaga nawiązać relacje ze światem. A o to w końcu chodzi.

Nie wyrzucaj sucharów, wyjdź na spacer i przynajmniej od czasu do czasu podnieś głowę. Coś, o czym myślisz „nie wyszło, znowu zawaliłem”, dla jakiegoś lisa może okazać się przysmakiem.

Tekst, który mi nie wyszedł, pojawi się w przyszłym tygodniu, choć poświęcę mu jeszcze kilka kwadransów. Ale i tak jestem zadowolony, z pracy nad nim.

Zostaw komentarz